„Mimozami jesień się zaczyna…

15 wrz 2026

…Złotawa krucha i miła.”
Siedząc i patrząc na zbliżającą się jesień czuła, że to jej czas. 

Nos chłonął zapach jabłek, śliwek oraz zielonych winogron. Stare odmiany, jak wspomnienie starych nadziei. Wielobarwne bukiety barw, smaków i zapachów. Koralowa jarzębina. I miodowo-pieprzowy zapach polskich mimoz – nawłoci. Mama bardzo lubiła kolorowe astry. Ona też i michałki. 

Jeśli słońce może być subtelne i spokojne, to właśnie jesienią. Można rozsiąść się na ławce i nie poparzy. I wtedy: “A po ulicach w lekkiej jesieni, Fruwały za mną jasne anioły!”

Kiedy 15 lat temu spędzała kilka grudniowych dni w okolicach Werony,  Padwy i Mediolanu marzyła o tak ciepłych zimach w Polsce.  Doczekała się. Lata są ostatnio niczym w Toskanii. Jesień ciepła, zima łagodna, trochę wilgotna i wietrzna. A wiosna? Wiosna, jak jeden wielki wybuch zieleni i kwiecia,. Takie marzenie, co się spełniło 🙂

Połowa września pozwalała czasami założyć trencz i zwinąć się w kłębek pod kocem. Zdarza się już zapalić świeczkę w podgrzewaczu, na którym stoi granatowy dzbanek z herbatą. Ale można też zdjąć ubranie i kąpać nagie ciało w pełnym słońcu.

Jesień, to atmosfera dla jazzu. “Ballady i romanse w Sandomierskiej Toskanii” – też jesienią. I w telewizji nowa ramówka. Choć to stare klimaty. 

Urodziła się w październiku. Jesienią brała ślub i wtedy też poczęło się jej dziecko. Tata zmarł jesienią. Jednak…Wiosna też była ważna w jej życiu. Urodziny córki, śmierć mamy.  Początek dramatycznej opieki nad rodzicami. Grubsze początki i końce, te fundamentalne – to jej wiosny. Szczególnie końce lutego. 

Kraków. Jest słoneczne, wrześniowe popołudnie. Zebrało mi się na pisanie.

– Piszesz o sobie? – zaciekawiony Karol podgląda zza moich pleców.

– No tak. 

– A co z tego tekstu wynika? – pyta przyjaciel – poza tym, że lubisz zbliżająca się porę roku?

– Cóż, próbuję napisać esej. Potrzebuję podsumować ostatni czas kryzysu, objawienia i widzącego spokoju. I może uda mi się zrobić to ciekawie…?

– Aaaa – i jak opiszesz to ostatnie mocowanie się życia ze śmiercią? Bardzo ciekawe.

Siedzimy z Karolem na chwilę przed…On myśli o wyjeździe z kraju na dłużej. Ja siedzę chwilę po… Właśnie, dokładnie po tym, jak skończył się mój kilkutygodniowy katharsis. Ale sezon trwał kilka miesięcy? Ten też zaczął się wiosną. Tym razem z końcem marca.  

Maj, czerwiec, lipiec i sierpień `26 doprowadziły mnie do egzystencjalnego dna. 

W końcu skapitulowałam. Chciałam się nie obudzić. Zobaczyłam, nie! dotarło do mnie, jakie programy żyły życie beaty. Już chwilę temu mi się ujawniały. Niektóre po kawałku. Inne w całych blokach. Patrzyłam na głosy, co mi doradzały. Tak oglądałam je. Z jakiej są substancji. Patrzyłam na konstrukcje, co ciągnęły w swoją stronę. kiedy “ja” intencjonalnie chciało ku słońcu, szczęściu i spokojowi. No i spełnieniu. 

– Ale, ale to “ja” to też ego😃 – prawie dławię się smiechem. 

Obserwowałam, co się we mnie dzieje, ale i dałam się ponieść cierpieniu. Było jak na mocnym dramacie w kinie. Czasem tak jest, że niby to o kim innym ale wczuwasz się w role postaci, ich przeżycia. Szczególnie dojmujące były: poczucie beznadziei i chęć końca, uwolnienia. Dużo było bezsensu. I ściana. Co dalej? Jak dalej żyć? po co?

– Mądrzy podpowiadają, że tak być może, kiedy ego już nie wie, nie umie i w bezradności robi ostatni zryw…

– Może. Może to to…? – nie jestem zbyt chętna do entuzjazmu. Już wiem, że rzadko rzeczy są takie, jakimi je widzimy. 

– Najciemniej jest przed świtem – Karol wytrwale stara się mnie utwierdzić w takim postrzeganiu.  

– Tak kochany. I ja tak przeczuwam. Życie dla przeżycia, to beznadziejny argument dla trwania w istnieniu. 

Ostatnio zobaczyłam Ksawerego i Z.A. w normalnym świetle. ich powierzchnia zdawała się drgać szarą warstwą“czegoś”. Taki bojaźliwy fałsz, dziurawa faktura.  A takie “serio” to było wcześniej. Tyle znaczyło. Opierałam się na nich. Tzn. moja osoba stała na takich charakterach, cechach. Konstytułowałam się w okolicznościach: zła, nie taka, winna, podejrzana, wadliwa, zasługująca na karę, niewarta, przeszkadzająca. Cały czas w tamtym domu, z tamtymi wartościami i z tamtą oceną siebie. I żeby tylko nie czuć mocy, nie być zadowoloną z siebie, odpocząć i zatopić się w beztroskim JESTEM. Poczułam okrągły, twardy kamień: muszę działać, starać się, wymyślić, zarobić. Jest nie tak. Kwiaty nie pracują a kwitną, ale beata, człowiek musi. Winna! Patrz, co wyrobiłaś! I takie tam. 

– Mówiłaś o ptaku wolności zamienionym w skałę – wiercące spojrzenie nie pozwala mi wpłynąć na mieliznę. 

– Tak. Może to wyobrażenie, ale tak. Wolność uwięziona w skale, w kamieniu, co go miałam w sercu – przyznaję spokojnie.

– Odczarowałaś go – Karol stara się kontrolować sytuację. Boi się powrotu tamtych emocji. 

– Byłam przy tym jak się uwalniał. To nie było nic spektakularnego. Zwyczajnie. Byłam przy tym. 

Szukałam domu, który był tym, czym patrzyłam. Tęskniłam za nim. Zawsze. 

A dziś, nie wiedzieć czemu, kiedy słyszę: “To Ty, To ty jesteś ta dziewczyna,

                                                 Która, do mnie na ulicę wychodziła!’

                                       Od Twoich listów pachniało w sieni. 

                                     Gdym wracał zdyszany ze szkoły”

– czuję jakby PRAWDZIWA JA mówiła.

I słyszę: PRZECIEŻ TYLE RAZY JUŻ BYŁAM! Tyle razy czułaś tę cudowność, ten spokój, tę jesień. 

“To Ty, to Ty, moja jedyna.”

Usiadłam do pisania, bo pod wpływem pewnego obrazu z filmu, zdecydowałam (podobnie jak postać), że napiszę list do małej Beatki. Tak, jakby była zwyczajnie dzieckiem, tylko nie moim. Dziecko w świecie. Wybrałam ze zdjęć, kilka takich z zamierzchłej przeszłości, na...

czytaj dalej

„pozostaję jako to, co JEST”

*** "Nie muszę nic osiągać! Nie muszę się starać! Pozwalam, by wszystko było dokładnie takie jakie jest 🙂 Zwracam uwagę do wnętrza. Oddech. Jestem świadkiem jego ruchu (…) Zadaję teraz, w ciszy pytanie: - Czy jest coś, co muszę zrobić aby odkryć obecność? To co...

czytaj dalej

Już jestem świadoma

"Zanim pojawi się jakakolwiek myśl, zanim ukształtuje się jakiekolwiek uczucie, zanim dotrze do ciebie jakikolwiek dźwięk – ty już jesteś świadomy. Ta świadomość nie jest czymś, co tworzysz, osiągasz czy utrzymujesz dzięki wysiłkowi. Jest ona po prostu tym, czym...

czytaj dalej