Usiadłam do pisania, bo pod wpływem pewnego obrazu z filmu, zdecydowałam (podobnie jak postać), że napiszę list do małej Beatki. Tak, jakby była zwyczajnie dzieckiem, tylko nie moim. Dziecko w świecie. Wybrałam ze zdjęć, kilka takich z zamierzchłej przeszłości, na których ta dziewczynka stoi i patrzy na mnie. Teraz patrzy. Chociaż to ja miałam do niej coś powiedzieć…stało się tak, że to ona przekazała mi informację.
Co poczułam: czuję się biedna, mała, krzywdzona. Jestem bezradna. Nade mną są ważniejsi, silniejsi, mocni, krytykujący, pewni siebie, obwiniający mnie o wszystko i nie mam się gdzie schować. Jestem sama. Moje życie, to pole bitwy. Jestem pod ciągłym obstrzałem. Pole minowe. I ja na nim żyję i nawet przeżywam.
Dzisiaj wydaje mi się być niesamowitym zjawiskiem fakt, że to dziecko przetrwało. Nie odbieram tego jako cudu. Raczej jak coś tajemniczego i niewyjasnialnego.
A potem poooszłooo!
Dręczące stany psychiczne są jak zasłona dymna, którą tworzy ego, żeby ochronić się przed czymś czego boi się jeszcze bardziej np. przed złością, czy smutkiem.
“Mechanizmy obronne ego: obwinianie się (autokrytycyzm) i użalanie się nad sobą (ofiaromania). Oba mają to samo główne źródło. I jest nim trudność w radzeniu sobie z emocjami, niskie poczucie wartości i brak samowspółczucia.”- to od AI
– Cóż, o braku samowspółczucia czytam po raz pierwszy. Oczywiście świadomie.
Agresywny Krytyk, obwinianie się, to złość, która zgubiła adresata.
Użalanie się nad sobą, to smutek, co został “przegadany” w głowie zamiast zostać “wypłakany” i przeżyty w ciele
Główna iluzja samoobwiniania się: gdybym była lepsza; umiała; postarała się; zrobiła wtedy inaczej; – teraz nie byłoby “tak” i “tego” (miałabym nad wszystkim kontrolę).
Iluzja ofiaromanki: jestem bezsilna a cały świat jest przeciwko mnie; ma nade mną kontrolę.
– I już jest strach. Od razu.
Winna! I atak krytyka skierowany na siebie. Próba odzyskania kontroli – za wszelką cenę. Ze strachu przed …., z przerażenia.
Ofiara losu! Obsadzanie siebie w roli bezbronnej ofiary losu, przeznaczenia, silniejszych. I cóż…Unikanie (skryte) odpowiedzialności za swoje życie, unikanie działania.
Na zewnątrz to ocenianie, krytykowanie siebie (bo przecież to ja zrobiłam źle – jakbym nad wszystkim miała kontrolę i wszystko opierało się na mnie! 🙁 – tak mi wmawiali). Wstyd poczucie winy i ukryty gniew skierowany na zewnątrz. To ten kat – dla siebie w życiu
“Ja biedna, skrzywdzona” – żal, rozgoryczenie i poczucie krzywdy skierowane na zewnątrz. Przyjmowanie roli bezbronnej ofiary i szukanie ratownika na zewnątrz. Izolacja – mój dramat jest wyjątkowy.
A samowspółczucie? Ono pozwala uznać błąd z pozycji dorosłego, kochającego przyjaciela.
Przeświadczenie o własnej wadliwości. Tak.
Coś jest ze mną nie tak,
ale próbuję żyć pomimo tego. (taki napis na czapce)
Biczowanie się krytyką (tak jak to robili rodzice) i tkwienie w roli ofiary to…unikanie czystego smutku, złości, które wymagałyby podjęcia zmian w życiu.
Nie umiesz zdrowo przetwarzać porażek!
Zamknięcie w pętli cierpienia oraz emocjonalnego utknięcia. Zamiast przeżyć emocje w ich naturalnej, pierwotnej formie zastępujesz je innymi stanami psychicznymi, takimi jak obwinianie się, autokrytyka, użalanie się nad sobą, lęk, odrętwienie, rozpacz.
– A jak, ta mała dziewczynka, dla której opresyjni rodzice byli całym światem miała jawnie i odważnie przeżyć swoją złość, strach, smutek? – pytam, jak nie o siebie.
– Nie mogła. Uratowała swoje życie biorąc stronę i zdanie rodziców jak swoje – każdy psycholog to wie.
“Czyste, adaptacyjne emocje, co są zgodne z sytuacją trwają krótko i niosą ze sobą informację, która ma pomóc przetrwać i dostosować się do rzeczywistości. Ich unikanie, blokuje ten naturalny proces.”
Beata: dorastająca dziewczyna i dorosła kobieta. Tak często w matni dręczących stanów psychicznych. W mgle, zasłonie dymnej, jaką stworzyło ego/beata, żeby ochronić się przed czymś czego bało się jeszcze bardziej…przed złością, smutkiem, strachem, radością, wstrętem i zaskoczeniem.
I tyle wyniknęło z tego spotkania 🙂
