Jak koza a dna studni. Listopadowa refleksja.

10 lis 2024

Przeczytałam kiedyś opowieść o kozie, która nie dała się zasypać żywcem w studni. Strącała z siebie i ubijała kopytkami każdą rzucaną na nią grudkę ziemi, każdy kamień i stając na tym co miało ją zabić wyniosła się na górę, do życia.
Nie mogę znaleźć oryginału. Sens został w mojej pamięci.

To jest moja historia.

Jeśli nie będę iść ponad jeden wiek, to przeszłam już 2/3 swojej drogi. Może kiedyś, dla tych, co mogliby skorzystać z mojego przykładu, świadectwa – zdefiniuję etapy mojego życia, czyli drogi do miłości do siebie.
Skoro już zdecydowałam dać z siebie inspirację dla tego, kto zechce skorzystać, kogo wzniesie, to raczej to zrobię. (Ja dla siebie już tych zakreśleń w czasie nie potrzebuję.)

Dzisiaj widzę moje życie i doświadczenia, które przeżywałam, jako spójną drogę do miłości do mnie.
Długo badałam schematy, którymi byłam oblepiona i którymi żyłam moje życie.
Czasem tylko pojawiały się przebłyski z absolutu.
Wszystko, czym emanowała moja Mama, mój Tata, ich rodziny było ich tożsamością, ich obroną siebie, widzeniem miłości, dbaniem o siebie, o mnie. Rozumieniem dobrostanu jako objawu boskiego miłosierdzia nad grzeszną duszą i marnym ciałem. Obroną przed nieprzyjaznym światem, ludzkim spojrzeniem, oceną i nieprzychylnością. Nauka przedsiębiorczości, zapobiegawczości, znalezienia sensu w życiu. Pokora, uznawanie siebie głównie w szacunku i ocenie innych.

! Miłość jest, bo matka zawsze kocha.
! Rodzina jest święta.
! Dziecko musi (!) i ma być cicho.
Takie to były okoliczności mojego wzrastania w czasie. I nie tylko moje.
I ja to wszystko pojęłam rozumem! Ogarnęłam! Wyłuskałam i przyjęłam miłość z intencji, z samej chęci dobra dla mnie. Dla tego od kogo dostałam, takie właśnie było życie, obrona siebie, zadbanie o mnie.
Uznałam to. Stop klatki z mojej podróży do miłości do mnie. Zebrałam boleści z błękitnych oczu Mamy, chwile szczęścia i te ze łzami z roziskrzonych oczu Taty. I tak powstała miłość, którą dzisiaj polśniewam. A czasem lśnię.

Takie to były czasy mojego wzrastania w czasie i moja historia wznoszenia się. Zbudowała się na czasach wzrastania innych. Chociaż pod tym wszystkim, każde istnienie jest z miłości i żarzy się miłością. (Kiedyś napisałabym tak samo, ale znaczyłoby to coś całkiem innego.)
Obecna miłość wyłoniła się z żalu, malkontenctwa, zazdrości, zawiści, pogardzania sobą i innymi. Z nieznoszenia życia, z marzeń o końcu, z braku kochania. Przemieniłam to w umiłowanie „malachitowej łąki morza”, kolorów nieba, słońca jesienią. W zachwyt patrzący moimi oczami. Spojrzenie człowieka, jego dotyku. W tkliwość, miękkość i łagodność.

Zrzuciłam z siebie bicie, wyzywanie, oskarżanie, przemoc i niedocenianie siebie. Znalazłam brak szacunku do innych i rozpłakałam się z czucia nimi i sobą. Wytropiłam podejrzliwość, stanie w miejscu i czekanie „na Godota”. Uciekanie w polepszacze nastroju. Szukanie zniewalającej miłości i oczekiwania – zamieniłam to wszystko na patrzenie oczami pełnymi ciepła.
Im więcej tej całej N I E M I Ł O Ś C I w mojej tożsamości, wspomnieniach, zapisach, nałogach odkryłam – tym więcej z tego stworzę miłości, radości i zachwytu sobą, życiem, k o c h a n i e m.
I na tym się wzniosłam. Jak ta koza na grudkach ziemi i kamieniach. Tym się wznoszę każdego dnia.
Mam tę moc. Odnalazłam ją w sobie. Chociaż uczono mnie, że jest od innych, od pieniędzy, od powodzenia, wykształcenia, Boga, który w niebie.

A moi bliscy uczyli mnie z siebie, z tego co uważali i zauważali, i czuli najlepiej.

A Bóg jest we mnie, z niego jestem zbudowana.
We mnie cała energia. Piękno jest z patrzenia i poczucia.
We mnie życie budzi się każdego dnia.
We mnie piwonie i stokrotki zakwitają.
Jestem niebem, co zeszło z nieba.
Nie zwariowałam! To jest właśnie prawda o mnie!
I o Tobie też!

„pozostaję jako to, co JEST”

"Nie muszę nic osiągać! Nie muszę się starać! Pozwalam, by wszystko było dokładnie takie jakie jest 🙂 Zwracam uwagę do wnętrza. Oddech. Jestem świadkiem jego ruchu (…) Zadaję teraz, w ciszy pytanie: - Czy jest coś, co muszę zrobić aby odkryć obecność? To co...

czytaj dalej

Już jestem świadoma

"Zanim pojawi się jakakolwiek myśl, zanim ukształtuje się jakiekolwiek uczucie, zanim dotrze do ciebie jakikolwiek dźwięk – ty już jesteś świadomy. Ta świadomość nie jest czymś, co tworzysz, osiągasz czy utrzymujesz dzięki wysiłkowi. Jest ona po prostu tym, czym...

czytaj dalej

Moja Prawda, mój zawód

Rozpoznanie mojej prawdziwej natury następuje przez Piękno. I to piękno nie jest cechą przedmiotu. To przebłysk czystej świadomości. "Od zawsze" obrazy, zapachy, muzyka, natura i kreacje ludzkie i nieludzkie budziły we mnie niemy zachwyt i "otwarcie", chłonięcie całą...

czytaj dalej