Nicość w sensie, że nie ma dźwięku, obrazu, myśli, emocji – nie ma formy, „dziania się”.
Oto moja tożsamość – postrzegani mnie.
Miałam o zawsze idealne warunki do tego, żeby stracić atencję do swojego ego. W okresie dziecięcym i dorosłym też – nie czułam kochania mnie. Nie musiałam szukać ostatniego miejsca, bo i tak tylko takie zostawało „dla mnie.” Ale…w odczuwaniu wtedy, nawet kilka dni temu byłam przeciwko. Nie odnalazłam akceptacji, jedności, zgody z tym, co jest, jakie jest. Bo chciałam, żeby było kochaniem, wyróżnianiem, cudownością ze strony form dla mojej formy. Pielęgnowałam w sobie czucie się wyjątkową, szczególną i odczuwałam smutek, kiedy otoczenie tego nie potwierdzało. Kiedy mogłam lekceważyłam tych, co sądzili inaczej. Kiedy indziej cierpiałam, gdy to: „wyjątkowa” nie budowało rzeczywistości wokół. Gdy byłam odrzucana, budziło to rozpacz, niechęć do siebie, pogardę dla czyniącego i do lekceważonej. Fantazjowałam o szczególności, inności. Na serio ją widziałam, odczuwałam. Eh. Dzisiaj, a jestem mocno dorosła wiem, że to ego. Nie wiedziałam, nie rozszumiałam tego wcześniej.
Czy nie jest tak, że sobie to, czy tamto ‘robię” „stwarzam, pokazuję, żeby usunąć to ze swojego pola, jako pasmo będące zagęszczonym światłem, bo jest zatorem. Kiedy się je rozrzedzi, spojrzy światłem, rozpuści, rozluźni i rozcieńczy, to w przestrzeni energetycznej Beaty będzie „luźniej”, „rzadziej” i światło będzie bardziej widoczne, będzie mocniej przebijać. Zobaczę, poczuję większą i większą moc, blask i zaistnieje PRAWDA – rozbłyśnie przestrzeń świadomości, którą jestem…? i tak już zostanie.
Świadomość siebie. Moja tożsamość.
Piszę to ze środka, z siebie.
W moim przypadku studiowanie i zapisywanie czytanych treści, to droga do oświecenia, przebudzenia się. Do tego usuwanie, uwalnianie programów, emocji. Bez wątpienia B U D Ę S I Ę.
Zobaczymy jak mi teraz pójdzie dalsze osłabianie ego. 10 sierpnia, na dłużej odczuwałam obecność, byłam obecnością. W ciele była przepuszczająca wszystko, wolna od zastojów przestrzeń wibrująca. I nie było umysłu. Osobowość człowieka była, jak echo, odległa. Nazwałam to P R Z E B U D Z E N I E M. Stojące trwanie ciszy wewnątrz mnie.
Było odczuwalne, ale coraz słabiej, jeszcze 11 sierpnia. Dziś jest 14 i rodzajowo mój stan obecności, czucia przestrzeni jest stabilniejszy i może więcej trwały. Jednak przez dwie poprzednie doby byłam świadkiem rewolucji we mnie. Całkowitego szaleństwa skłębionych myśli i emocji. Żal, niezadowolenie, rezygnacja, ciężar. Starałam się na siłę wyłączać umysł. Być obserwatorem tego co się dzieje. Wchodzić do środka. Zatrzymać się na postrzeganiu, widzeniu rzeczy…Było to jednak bardzo trudne. Utrzymanie uwagi, percepcji poza szaleństwem było bardzo trudne. Poddanie stanowi, na chwilę pomagało. Spoglądanie na emocję, myśl, czucie ciężaru cierpienia w środku faktycznie uwalniało, zamieniało się w rozszerzającą się ulgę
Poddanie temu, co w postaci formy przejawiało się w postaci sadowych zdarzeń, pism, projekcji i przypuszczeń… Nie! Wcale nie próbowałam zaakceptować ciężaru i faktów. Niezgoda we mnie, że jednak się dzieje, a ja miałam nadzieję, że się tak nie podzieje. Nie pomyślałam nawet o zaakceptowaniu tego co jest, chociaż to już było. Nawet chyba nie pomogło bycie „obserwatorem” Czułam, że jestem w niepoczytalności i… co z tego!!! Byłam w takim stanie, że nie umiałam, nie chciałam z niego wyjść. Środek obłędu!
To co może ważne – pragnęłam wydostać się na powierzchnię.
Rozświetlałam się, jednak i wtedy oraz w momentach, w których byłam „w czuciu”, w środku siebie odnalazłam: ciężar, kontrolera, tresera, ofiarę i oprawcę. W sensie programów. Czuciem i praktyką przetransformowałam je w światło, miłość, zaufanie. Przeczuwałam też, że potrzebuję wdzięczności za to, co jest. Bo to jest dla mnie – prezent. Jest po to, żebym się wzniosła. Jakby kolejny poziom ewolucji. Sprzątanie, przemienianie, robienia miejsca dla świadomości, tej ciszy i spokoju, przestrzeni, w których to się wszystko wydarza. Nie czekałam. Działałam, ale w środku mnie.
Starałam się percepcją wejść w obszary: miłość, spokój, wolność, wszystko, wdzięczność. One już we mnie są. Były przed i od zawsze. Teraz, pozwoliłam im (mam nadzieję) być. Rozluźniałam opór, bo on był przeciwko formom (doświadczeniem, słowom, sprawom, które pojawiły się w okolicy) oraz przeciwko pozwoleniu im, żeby były. Przeciwko zgodzie na uwolnienie się od „po mojemu”, na pojawienie się pokoju, harmonii, miłości, łagodności, zachwytu – ot tak, bez zaistnienia warunków do ich pojawienia się we mnie (B).
Dziś, 14 sierpnia 2025 roku przeczuwam, że jestem bliżej. Potwierdzam, że kiedy jest obecność, a nawet kiedy jestem blisko (w odróżnieniu od Jestem obecnością) umysł samoistnie cichnie. 10 sierpnia nie było go wcale – w sensie, nie było myśli, osobowości.
Była tylko otwarta czysta przestrzeń NICOŚCI.
