Wreszcie zaległe cudowności, co je próbowałam ostatnio spisać 🙂
Kiedy już raz zaznałam Obecności w bieżącej chwili, smutno jest żyć poza nią.
Szłam na spotkanie. Wokół cicho, zielono, kwitnące soczystą żółcią pierwiosnki i forsycje i nagle poczułam błogość, radość. To była zachwycająca i wzruszająca cudowność Tej chwili. Z oczu popłynęły łzy. Ciało rozluźniło się tak bardzo, że trudno było mi iść dalej. W rozanieleniu i rozczuleniu powiedziałam: przepraszam, bo przegapiłam cale moje życie. Żal, że ominęło mnie tyle piękności. Przegapione. Wówczas obiecałam sobie, że już jej nie zgubię. Niestety, nie udaje mi się być świadomością stale w t e r a z. Głośny, krnąbrny głos ego/umysłu, rady, scenariusze, strachy…wciąż wygrywają. Jednak, nic już nie jest takie samo.
<<<
Myśli nie lubią być obserwowane. Emocje też.
Myśli, emocje to formy. W obecności moja świadoma świadomość widzi je. Rozkładam umysł jak płachtę przed sobą i patrzę. Wtedy one zwalniają albo ich nie ma. A kiedy wytężam uwagę i czekam na kolejną myśl – ona zwleka i płachta jest pusta.
Mam też od niedawna taką umiejętność, że gdy „czuję się świadomością” w 110%, co równa się byciem w obecności, to jakbym wznosiła się ponad umysł i wówczas jest w nim pusto. Często dzieje się tak kiedy piszę, mówię do kogoś” z ciała” – nie ma myśli. Wygląda to tak, że jestem wtedy albo bardzo głęboko w ciele, albo wysoko (trochę ponad ciałem), jednak w pełni świadomości. Od kilku dni uważam, ze nie ma sensu angażować się w myśli, co same się toczą, bo to głupota. Pomijając już fakt, że idąc za nimi przegapiam Życie, obfitość i boskość tej chwili, których zaznałam przecież. Skoro świadomość będzie chciała użyć umysłu, to wówczas jest okej. Inaczej, to mój stary nawyk. Czasem mówię do myśli: aleście wymyśliły…albo wprost: przestań mnie straszyć umyśle.
>>>
Ja jestem niczym maska do oglądania krajobrazu w wodzie. Tylko.
Świadomość, Źródło patrzy na formy, na pojedyncze źdźbła traw, kryształ, na całe swoje stworzenie, słyszy głosy, czuje zapachy zmysłami Beaty. I kiedy tak patrzy, słucha, czuje ogarnia ją zachwyt, którego nie zmierzy żadna skala. Śpiew ptaka słyszy jak kompozycję najpiękniejszych dźwięków. I każdy z nich potrafi brzmieć oddzielnie. I ja tak zobaczyłam i usłyszałam. Czuję wtedy, że zmienia się „patrzący” Pojawia się Ktoś, kto wypełnia całą mnie i rozszerza. Patrzy moimi oczami, słyszy moimi uszami, czuje zapachy. Faktura kamienia jest wówczas w odbiorze bardziej ciekawa. Moje receptory dotykowe i uwaga jest skupiona na kamieniu. Kamień jest we mnie. Cisza i dostojeństwo paprotki, która mi towarzyszy przy pisaniu…Wokół wyczuwam lśniącą przestrzeń. Paprotka jakby w niej wisiała. Ją też „wpuszczam” do środka.
>>>
Odkrycie, chociaż temat w teorii znany mi od dawna.
Opór, to umysł, ego co walczy o przetrwania i buntuje się, boi, kiedy sprawy się gmatwają, nie idą po jego myśli.
Na zewnątrz – zaangażowanie i determinacja, chęć zmiany.
Wewnątrz – n a p i ę c i e.
I to n a p i ę c i e jest prawdziwym przekazem. Zaangażowanie i determinacja, działania podejmowane z presji, z braku, z leku przed stratą, z niepewności…
Intencją (na zewnątrz) jest szczera chęć zmiany, naprawy sytuacji.
Pod spodem (wewnątrz) lęk, poczucie braku, niepewność, potrzeba obrony, udowodnienia racji…n a p i ę c i e w ciele.
Silna próba wymuszenia efektu, naciskanie=silny opór, bo…
…napięcie z ciała, niepokój (prawdziwy przekaz) domagają się dalszego potwierdzenia i rzeczywistość odzwierciedla stan wewnętrzny, a nie intencje zapisane w myślach.
Napięcie opada=opór się rozpuszcza.
>>>
Poddanie. Być bez znaczenia.
Zrozumiałam sens: zaakceptuj, uznaj to co jest. Pozwól być temu co jest, jakie jest. Niech jest, co przyszło. Niech odejdzie to co odchodzi. Zgódź się z tym co jest. Pozwól obecnej chwili być jaka jest. Wybacz jej. Przyjmij ją.
Kochaj to co przychodzi, bo jest: i) faktem; ii) bo już jest; iii) odpowiedzią na stan wewnętrzny; iv) doskonałe dla mnie.
Opór jest wzmacnianiem tego, czego nie chcę. Opór, to początek cierpienia. Poddanie=zaufanie sobie, Życiu.
Niech Życie żyje się przeze mnie. Poczułam to jako uwalniające. Nic nie muszę, poza poddaniem się Życiu, zaufaniem.
<<<
Uwolniona Mama. I Ksawery też.
Stało się. Lektura książki „Chłopki” przybliżyła mi Mamę, intencje jakie miała lub mieć mogła. Runęła cala moja konstrukcja myślowa na Jej temat. Śmiem twierdzić, że dotąd w ogóle Jej nie rozumiałam. Zniknęła reszta żalu. Kocham Ją bez „pomimo wszystko”. Pojawił się szacunek. Uwolniłam swoją Mamę. Zobaczyłam jak lekko „znika” w wirze przestrzeni.
Ksawerego też chyba uwolniłam. Przeczuwam, że ma to związek z uwolnieniem Mamy. Zanosi się na to, że nasze drogi będą się wreszcie mogły rozdzielić.
