Doznane w Obecności…

10 maj 2026

Wreszcie zaległe cudowności, co je próbowałam ostatnio spisać 🙂

Kiedy już raz zaznałam Obecności w bieżącej chwili, smutno jest żyć poza nią.  

Szłam na spotkanie. Wokół cicho, zielono, kwitnące soczystą żółcią pierwiosnki i forsycje i nagle poczułam błogość, radość. To była zachwycająca i wzruszająca cudowność Tej chwili. Z oczu popłynęły łzy. Ciało rozluźniło się tak bardzo, że trudno było mi iść dalej. W rozanieleniu i rozczuleniu powiedziałam: przepraszam, bo przegapiłam cale moje życie. Żal, że ominęło mnie tyle piękności. Przegapione. Wówczas obiecałam sobie, że już jej nie zgubię. Niestety, nie udaje mi się być świadomością stale w  t e r a z. Głośny, krnąbrny głos ego/umysłu, rady, scenariusze, strachy…wciąż wygrywają. Jednak, nic już nie jest takie samo.

<<< 

Myśli nie lubią być obserwowane. Emocje też.

Myśli, emocje to formy. W obecności moja świadoma świadomość widzi je. Rozkładam umysł jak płachtę przed sobą i patrzę. Wtedy one zwalniają albo ich nie ma. A kiedy wytężam uwagę i czekam na kolejną myśl – ona zwleka i płachta jest pusta.

Mam też od niedawna taką umiejętność, że gdy „czuję się świadomością” w 110%, co równa się byciem w obecności, to jakbym wznosiła się ponad umysł i wówczas jest w nim pusto. Często dzieje się tak kiedy piszę, mówię do kogoś” z ciała” – nie ma myśli. Wygląda to tak, że jestem wtedy albo bardzo głęboko w ciele, albo wysoko (trochę ponad ciałem), jednak w pełni świadomości. Od kilku dni uważam, ze nie ma sensu angażować się w myśli, co same się toczą, bo to głupota. Pomijając już fakt, że idąc za nimi przegapiam Życie, obfitość i boskość tej chwili, których zaznałam przecież.  Skoro świadomość będzie chciała użyć umysłu, to wówczas jest okej. Inaczej, to mój stary nawyk. Czasem mówię do myśli: aleście wymyśliły…albo wprost: przestań mnie straszyć umyśle.

>>> 

Ja jestem niczym maska do oglądania krajobrazu w wodzie. Tylko.

Świadomość, Źródło patrzy na formy, na pojedyncze źdźbła traw, kryształ, na całe swoje stworzenie, słyszy głosy, czuje zapachy zmysłami Beaty. I kiedy tak patrzy, słucha, czuje ogarnia ją zachwyt, którego nie zmierzy żadna skala. Śpiew ptaka słyszy jak kompozycję najpiękniejszych dźwięków. I każdy z nich potrafi brzmieć oddzielnie. I ja tak zobaczyłam i usłyszałam. Czuję wtedy, że zmienia się „patrzący” Pojawia się Ktoś, kto wypełnia całą mnie i rozszerza. Patrzy moimi oczami, słyszy moimi uszami, czuje zapachy. Faktura kamienia jest wówczas w odbiorze bardziej ciekawa. Moje receptory dotykowe i uwaga jest skupiona na kamieniu. Kamień jest we mnie. Cisza i dostojeństwo paprotki, która mi towarzyszy przy pisaniu…Wokół wyczuwam lśniącą przestrzeń. Paprotka jakby w niej wisiała. Ją też „wpuszczam” do środka.

>>> 

Odkrycie, chociaż temat w teorii znany mi od dawna.

Opór, to umysł, ego co walczy o przetrwania i buntuje się, boi, kiedy sprawy się gmatwają, nie idą po jego myśli.  

Na zewnątrz  – zaangażowanie i determinacja, chęć zmiany.  

Wewnątrz – n a p i ę c i e.  

I to  n a p i ę c i e  jest prawdziwym przekazem. Zaangażowanie i determinacja, działania podejmowane z presji, z braku, z leku przed stratą, z niepewności…

Intencją (na zewnątrz) jest szczera chęć zmiany, naprawy sytuacji.

Pod spodem (wewnątrz) lęk, poczucie braku, niepewność, potrzeba obrony, udowodnienia racji…n a p i ę c i e  w ciele.

Silna próba wymuszenia efektu, naciskanie=silny opór, bo…

…napięcie z ciała, niepokój (prawdziwy przekaz) domagają się dalszego potwierdzenia i rzeczywistość odzwierciedla stan wewnętrzny, a nie intencje zapisane w myślach.

Napięcie opada=opór się rozpuszcza.

>>> 

Poddanie. Być bez znaczenia.  

Zrozumiałam sens: zaakceptuj, uznaj to co jest. Pozwól być temu co jest, jakie jest. Niech jest, co przyszło. Niech odejdzie to co odchodzi. Zgódź się z tym co jest. Pozwól obecnej chwili być jaka jest. Wybacz jej. Przyjmij ją.

Kochaj to co przychodzi, bo jest: i) faktem; ii) bo już jest; iii) odpowiedzią na stan wewnętrzny; iv) doskonałe dla mnie.

 Opór jest wzmacnianiem tego, czego nie chcę. Opór, to początek cierpienia. Poddanie=zaufanie  sobie, Życiu.

Niech Życie żyje się przeze mnie. Poczułam to jako uwalniające. Nic nie muszę, poza poddaniem się Życiu, zaufaniem.

<<< 

Uwolniona Mama. I Ksawery też.

Stało się. Lektura książki „Chłopki” przybliżyła mi Mamę, intencje jakie miała lub mieć mogła. Runęła cala moja konstrukcja myślowa na Jej temat. Śmiem twierdzić, że dotąd w ogóle Jej nie rozumiałam. Zniknęła reszta żalu. Kocham Ją bez „pomimo wszystko”. Pojawił się szacunek. Uwolniłam swoją Mamę. Zobaczyłam jak lekko „znika” w wirze przestrzeni.

Ksawerego też chyba uwolniłam. Przeczuwam, że ma to związek z uwolnieniem Mamy. Zanosi się na to, że nasze drogi będą się wreszcie mogły rozdzielić.

„pozostaję jako to, co JEST”

"Nie muszę nic osiągać! Nie muszę się starać! Pozwalam, by wszystko było dokładnie takie jakie jest 🙂 Zwracam uwagę do wnętrza. Oddech. Jestem świadkiem jego ruchu (…) Zadaję teraz, w ciszy pytanie: - Czy jest coś, co muszę zrobić aby odkryć obecność? To co...

czytaj dalej

Już jestem świadoma

"Zanim pojawi się jakakolwiek myśl, zanim ukształtuje się jakiekolwiek uczucie, zanim dotrze do ciebie jakikolwiek dźwięk – ty już jesteś świadomy. Ta świadomość nie jest czymś, co tworzysz, osiągasz czy utrzymujesz dzięki wysiłkowi. Jest ona po prostu tym, czym...

czytaj dalej

Moja Prawda, mój zawód

Rozpoznanie mojej prawdziwej natury następuje przez Piękno. I to piękno nie jest cechą przedmiotu. To przebłysk czystej świadomości. "Od zawsze" obrazy, zapachy, muzyka, natura i kreacje ludzkie i nieludzkie budziły we mnie niemy zachwyt i "otwarcie", chłonięcie całą...

czytaj dalej