Zamierzałam tylko napisać o cudownościach, których zaznałam. Jednak postanowiłam tak na szybko przyjrzeć się temu, co wypłynęło. I wyszedł z tego elaborat. Następnie kilka dni transformacji…
Skoro przyszło, to dla Ciebie. Jeśli zabolało, to wiesz co jest do transformacji. Akceptuj, kochaj to co przychodzi. Zrozum w każdej historii, zdarzeniu, które zwróciło twoją uwagę tylko siebie. Reszta niech cię nie obchodzi.
***
Niepokój związany z sytuacją w spółce, z która ostatnio współpracowałam… Strach o siebie, migotanie obaw, czy nie zostanę wciągnięta w jakieś przykre, trudne dla mnie sytuacje? Przewidywania, projekcje. Trzeba było zrobić tak a nie tak.
Ego, osobny byt – walczy „o życie” o swoje trwanie. Bez wątpienia. I już mówi:
– Patrz, jest tak i tak. Może z tego być taka a taka sytuacja. Bój się. Może zabezpiecz jakoś…
Ego walczy: Ocena. Oskarżanie. Patrzenie, nie na fakt, ale ocenianie sytuacji, ludzi.
– Daj lekkość. Zdejmij trud. Poczuj, jakbyś się czuła gdybyś nie miała tego problemu? – to przyjacielski głos.
***
Czekanie na złe. Obawy. To, że coś się teraz super układa, to mara i zaraz zza rogu coś wychynie, jak po wielokroć bywało…i znowu zostanę skrzywdzona i będę się bać…
Ego boi się o przetrwanie: Strach o przyszłość, o siebie?! Kontrola.
Schemat, program auto sabotażu uniemożliwia urzeczywistnienie się np. pięknej relacji, obfitości, szczęścia, lekkiego, pięknego życia ze strachu przed bólem ich utraty. Chwile radości, spokoju, szczęścia, cudowności miłości mi się nie należą. I jeśli się nimi rozkoszuję – zostanę ukarana (jak uzurpator) za to, że sobie je wzięłam. Rozglądam się więc ze strachem. Oczekuję kary. Przyjdzie zapłacić za to. Winna. Kara przyjdzie. ☹
Ma niskie poczucie bezpieczeństwa, Zapisy mogą dawać mu podstawy do spodziewania się, że to co dobre nagle „pierdut” i się skończy.
Bycie w napięciu. Utrzymywanie siebie w słabości, w permanentnym przeciążeniu systemu. Paraliż. Pozostawanie w niewydolności. Chroniczne zmęczenie. Zniechęcenie do działania – opadnięte „witki”. Smutek. Rozmyślania do melodii: ulituję się nad sobą, które osłabiają. Sabotowanie dobrych zdarzeń. Sabotowanie szczęścia. Sabotowanie pomyślnego życia. Sabotowanie siebie – bo jesteś Nikt i nic co dobre przecież ci się nie należy.
***
Myślenie o pieniądzach. O tym, że ich obfitość, spokój w tym zakresie dałyby mi wolność. Trzymam, liczę kasę, bo się obawiam, że mi jej zabraknie na życie i bieżące sprawy, chociaż rozsądek podpowiada co innego. Chyba czuję opór, jakbym poprzez blokadę pieniędzy miała na sobie trzymanie, władzę, tę niedobrą nad sobą, posłuszeństwo i karność. Wciąż stojąca u szczytu równi pochyłej. Żebym się za bardzo nie rozbuchała. Nie poczuła się w pełni wolna, swobodna, bez trosk i nie zalała mnie beztroska i szczęście. Beztroska jest zgubna. Trzeba myśleć o tym co jest źle, żeby to naprawić. Myśleć o przyszłości, naprawianiu spraw, ulepszaniu a nie lekkim życiu. Bycie karconym (często bezzasadnie) za szastanie kasą, za niecenienie jej, jakby z nieba spadała. Jeszcze oskarżanie o lekkomyślność…Mnie?! Dobre sobie. (to mój stosunek do mnie jest)
Pieniądze też mi się nie należą 😀
– Chciałabyś…?! – bliscy mieli problem z dzieleniem się ze mną kasą. Nie cenili mnie i mój wkład finansowy uważali za mój psi obowiązek (to mój stosunek do mnie jest). Rodzice owszem dawali kasę, ale oni robili to z przykrego, rodzicielskiego obowiązku i często wypominali ten wkład. Oczekiwali też wdzięczności. Partnerzy natomiast bardzo szczędzili mi kasy. Dbali o to, żeby zarabiała. Podobnie niektórzy pracodawcy. Dawali odczuć, że nie należy mi się aż takie wynagrodzenie. (mój stosunek do mnie w kwestii kasy)
Opór przed uznaniem siebie. Opór przed daniem sobie prawa do kolorowego, radosnego, beztroskiego życia księżniczki z baśni. Opór przed daniem sobie prawa do czerpania z wszelkiej obfitości doznań, raju, świata materialnego.
Trzymanie władzy nad sobą. W zniewoleniu. Podporządkowaniu. Niepozwalanie sobie na beztroskę. Niepozwalanie sobie na spokój. Niepozwalanie sobie na luz. Brak zaufania do siebie. Czyli brak zaufania do w s z y s t k i e g o. Całkowite utożsamianie się z programami, schematami myślowymi wtłoczonymi do głowy.
Tkwienie w ego i pułapce egotycznych, martwiących się o przetrwanie myśli, schematów i zbudowanych na przeszłości doświadczeń. (oto jaki jest mój stosunek do mnie: wadliwa jakaś, kłopoty z nią i trza się zamartwiać, i bać, że znowu coś)
A przecież Ja Jestem. A w tym Jestem jest w s z y s t k o. Obfitość, dostatek i wolność…no i szczęście. A ktoś mi tu „mówi”, że nie mam do tego dostępu i jest klops, brak i powód do zamartwiania się. Jakaś krata, wieża, w której ja uwięziona, odcięta od bogactwa, obfitości, wytchnienia. W prężeniu się, napinaniu, staraniu się. Efekt niestety nie taki. A jak jest lepiej, to potem szszuu i nie ma kasy. Albo jakieś koszty nagłe, albo ktoś zabiera… (to ja zabieram; to ja nie daję dostępu; to ja utrudniam sobie, dla siebie – to mój stosunek do mnie jest). Koszmar.
To napinanie się, koncentracja na braku zasobu, niezgoda na brak, troska o zasób, rozmyślanie, że zabraknie, kontrolowanie sytuacji w tym zakresie. (moje utrudnianie sobie życia) są bez sensu. Nie dają efektu. (myślisz, że ci tak łatwo pójdzie? – gówno) Co robić? Jak zagwarantować sobie spokój w tej materii? Walczyć trzeba. (szarpię siebie. trzymam w niepokoju- to mój stosunek do mnie jest). Ten zasób jest cenny a dla mnie może zabraknąć. Jak zrobić, żeby mieć? Jak zagwarantować sobie obfitość, spokój, wytchnienie, luz i ulgę od mobilizacji na zagadnieniu? Pieniądze, obfitość, powodzenie w żadnej materii mi się nie należą ☹ (to mój stosunek do mnie jest).
To nie jest autentyczna prawda.
– Puść to. Odpieprz się od siebie. Ty, ego zastrachane. Odpuść!
A info od Źródła?
Zaufaj sobie. Krata w górę – łatwo poszło. Kajdany? Zamek przecież lekko puszcza. Wystarczyła pociągnąć zapinkę i już. Potem otrzepać się z kurzu, podnieść głowę, otworzyć szeroko oczy i stanąć „na wolności”. Poczuć wolność. Przestrzeń, dotyk wiatru i promieni słońca, zieleń łąk, zapach ziemi. Można śmiało, bo w zaufaniu sobie iść przed siebie. Zostawić to co spętało w celi, lochu. I zapomnieć. Iść w wolność i lekkość co dodaje skrzydeł. Brak został w lochu. Zostaw to zagadnienie w spokoju. Nie jest twoim problemem do rozwiązania. Nie jest to w ogóle problem. To twoja ocena. Uwaga i próba działania z braku. Zejdź z problemu, z braku. Przesuń się na lśniącą, tęczową drogę obfitości. Żyj Życie. Tamten temat puść. Nie próbuj siebie, czy dajesz radę sprostać problemom z kasą.
Mama tak się starała sprostać. Kurczowo trzymała. Kontrola nad pieniędzmi. Każdy rozsądny trzyma rękę na pieniądzach. To świadczy o mądrości. Dostatek świadczy o mądrości. Dodaje dystynkcji. Czemuś biedny, boś głupi. A czemuś głupi, boś biedny. Marność. Porażka.
– Daj lekkość. Zdejmij trud. Poczuj, jakbyś się czuła gdybyś nie miała tego problemu?
– Wolna! Lekka i nieograniczona w działaniu.
Mama dawała mi pieniądze, czyli to czego brakiem była przepełniona. Dbała, kochała, bo dawała kasę. I dzisiaj to rozumiem. W domu rządziła kasą. Pieniądze to władza. Jej rodzice skąpili kasy. Tak rozumiała krwawicę, bo:
– Pieniądze ciężko przychodzą. Zarobić trudno. Wydać łatwo. Praca, dobra praca, to kłopot. W pracy się trzeba narobić. Inni mają ciekawą, dobrze płatną, lekką pracę i nie muszą się martwić. Ja muszę. – tak mawiała.
Mama ciągle liczyła pieniądze. Zazdrościła bogactwa, dostatku.
To co się teraz dzieje w tym zakresie jest dla mnie. Pieniądze, praca to trudny temat.
***
To co robię, czuję, że jest moje i jest dla mnie cenne i ważne, ale…może zaraz ktoś, kto jest blisko „utnie przy samej d…” i da odczuć, że to bzdury, majaki i marnota bez sensu, a ja zamiast targać robotę i walczyć z brakami się bawię w pisanie, tworzenie i myślę, że to cenne, ważne jest (takie myślenie o sobie) – Już teraz, kiedy to piszę, wiem, że to nieprawda. To stary program/ego próbuje się przebić, ale słabe jest i chociaż wyciąga rękę po staremu, ostrzegawczo, widzi, że ja to widzę, ale za tym nie idę już.
Życie powinno być znojne, trudne. Bez zabawy, w pełnej mobilizacji. Nie ma się co cieszyć, bo zaraz coś, ktoś i znów będzie do d… To co moje, to bez wartości, bez znaczenia. Ja bez znaczenia, bez wartości. Ja ważna, istotna? Hahaha
No, tak było przez całe życie. Wspomnienie i cień spodziewania się, że to wróci wyczułam.
Jakby oczekiwanie się, że zaraz ujawni się osoba, wydarzenie, które znów pokaże mi kto tutaj rządzi, kto ma władzę i jak to jest naprawdę. Czyli, że sprawy wyglądają nie tak dobrze, jak mi się zdaje i nie ma się z czego cieszyć. Znowu złamana, zmuszona do poddaństwa, do podporządkowania się. (krytyk, co mnie do pionu chce postawić, albo przestraszyć, bo się wychylam na samodzielność i będzie bum) Czyli, że ktoś jakąś uwagą, ciszą (karzącą, upominającą ciszą) umniejszy mi, wepchnie w ziemię i cały zapał, radość z tworzenia tego, co tworzę pójdzie „w niweti”. Jak krew w piach. Znów poniżona, zlekceważona, w bezsilności. Taki Nikt.
I znów czuję, że to echo programu i mnóstwa schematów myślowych i emocji, które dominowały we mnie. Usłyszałam i poczułam nawet to echo…To co widzę w faktach jest zaprzeczeniem istnienia nadal jego mocy, samej jego obecności, ale cień przyzwyczajenia do obaw, strachu, a raczej zlęknienia o siebie wyczulam.
Tulę i uspokajam. – Ciiii, jest dobrze maleńka. Jesteś otulona mocą miłości swojej. Tutaj raj, eksplozja kwiatów, barw i kolorów. Muślin i lśnienie. Zaufaj sobie. Nie ma większej mocy niż ta twoja. Już to w i e s z! Odetchnij.
