Wypłynęło jeszcze.

8 maj 2026

Zamierzałam tylko napisać o cudownościach, których zaznałam. Jednak postanowiłam tak na szybko przyjrzeć się temu, co wypłynęło. I wyszedł z tego elaborat. Następnie kilka dni transformacji…

Skoro przyszło, to dla Ciebie. Jeśli zabolało, to wiesz co jest do transformacji. Akceptuj, kochaj to co przychodzi. Zrozum w każdej historii, zdarzeniu, które zwróciło twoją uwagę tylko siebie. Reszta niech cię nie obchodzi.

***

Niepokój związany z sytuacją w spółce, z która ostatnio współpracowałam… Strach o siebie, migotanie obaw, czy nie zostanę wciągnięta w jakieś przykre, trudne dla mnie sytuacje? Przewidywania, projekcje. Trzeba było zrobić tak a nie tak.

Ego, osobny byt –  walczy „o życie” o swoje trwanie. Bez wątpienia. I już mówi:

– Patrz, jest tak i tak. Może z tego być taka a taka sytuacja. Bój się. Może zabezpiecz jakoś…

Ego walczy: Ocena. Oskarżanie. Patrzenie, nie na fakt, ale ocenianie sytuacji, ludzi.

– Daj lekkość. Zdejmij trud. Poczuj, jakbyś się czuła gdybyś nie miała tego problemu? – to przyjacielski głos.

***

Czekanie na złe. Obawy. To, że coś się teraz super układa, to mara i zaraz zza rogu coś wychynie, jak po wielokroć bywało…i znowu zostanę skrzywdzona i będę się bać…

Ego boi się o przetrwanie: Strach o przyszłość, o siebie?! Kontrola.

Schemat, program auto sabotażu  uniemożliwia urzeczywistnienie się np. pięknej relacji, obfitości, szczęścia, lekkiego, pięknego życia ze strachu przed bólem ich utraty. Chwile radości, spokoju, szczęścia, cudowności miłości mi się nie należą. I jeśli się nimi rozkoszuję – zostanę ukarana (jak uzurpator) za to, że sobie je wzięłam. Rozglądam się więc ze strachem. Oczekuję kary. Przyjdzie zapłacić za to. Winna. Kara przyjdzie. ☹

Ma niskie poczucie bezpieczeństwa, Zapisy mogą dawać mu podstawy do spodziewania się, że to co dobre nagle „pierdut” i się skończy.

Bycie w napięciu. Utrzymywanie siebie w słabości, w permanentnym przeciążeniu systemu. Paraliż. Pozostawanie w niewydolności. Chroniczne zmęczenie. Zniechęcenie do działania – opadnięte „witki”. Smutek. Rozmyślania do melodii: ulituję się nad sobą, które osłabiają. Sabotowanie dobrych zdarzeń. Sabotowanie szczęścia. Sabotowanie pomyślnego życia. Sabotowanie siebie  – bo jesteś Nikt i nic co dobre przecież ci się nie należy.

***

Myślenie o pieniądzach. O tym, że ich obfitość, spokój w tym zakresie dałyby mi wolność. Trzymam, liczę kasę, bo się obawiam, że mi jej zabraknie na życie i bieżące sprawy, chociaż rozsądek podpowiada co innego. Chyba czuję opór, jakbym poprzez blokadę pieniędzy miała na sobie trzymanie, władzę, tę niedobrą nad sobą, posłuszeństwo i karność. Wciąż stojąca  u szczytu równi pochyłej. Żebym się za bardzo nie rozbuchała. Nie poczuła się w pełni wolna, swobodna, bez trosk i nie zalała mnie beztroska i szczęście. Beztroska jest zgubna. Trzeba myśleć o tym co jest źle, żeby to naprawić. Myśleć o przyszłości, naprawianiu spraw, ulepszaniu a nie lekkim życiu.  Bycie karconym (często bezzasadnie) za szastanie kasą, za niecenienie jej, jakby z nieba spadała. Jeszcze oskarżanie o lekkomyślność…Mnie?! Dobre sobie. (to mój stosunek do mnie jest)

Pieniądze też mi się nie należą 😀

– Chciałabyś…?! – bliscy mieli problem z dzieleniem się ze mną kasą. Nie cenili mnie i mój wkład finansowy uważali za mój psi obowiązek (to mój stosunek do mnie jest). Rodzice owszem dawali kasę, ale oni robili to z przykrego, rodzicielskiego obowiązku i często wypominali ten wkład. Oczekiwali też wdzięczności. Partnerzy natomiast bardzo szczędzili mi kasy. Dbali o to, żeby zarabiała. Podobnie niektórzy pracodawcy. Dawali odczuć, że nie należy mi się aż takie wynagrodzenie. (mój stosunek do mnie w kwestii kasy)   

Opór przed uznaniem siebie. Opór przed daniem sobie prawa do kolorowego, radosnego, beztroskiego życia księżniczki z baśni. Opór przed daniem sobie prawa do czerpania z wszelkiej obfitości doznań, raju, świata materialnego.

Trzymanie władzy nad sobą. W zniewoleniu. Podporządkowaniu. Niepozwalanie sobie na beztroskę. Niepozwalanie sobie na spokój. Niepozwalanie sobie na luz. Brak zaufania do siebie. Czyli brak zaufania do  w s z y s t k i e g o. Całkowite utożsamianie się z programami, schematami myślowymi wtłoczonymi do głowy.

Tkwienie w ego i pułapce egotycznych, martwiących się o przetrwanie myśli, schematów i zbudowanych na przeszłości doświadczeń. (oto jaki jest mój stosunek do mnie: wadliwa jakaś, kłopoty z nią i trza się zamartwiać, i bać,  że znowu coś)

A przecież Ja Jestem. A w tym Jestem jest w s z y s t k o. Obfitość, dostatek i wolność…no i szczęście. A ktoś mi tu „mówi”, że nie mam do tego dostępu i jest klops, brak i powód do zamartwiania się. Jakaś krata, wieża, w której ja uwięziona, odcięta od bogactwa, obfitości, wytchnienia.  W prężeniu się, napinaniu, staraniu się. Efekt niestety nie taki. A jak jest lepiej, to potem szszuu i nie ma kasy. Albo jakieś koszty nagłe, albo ktoś zabiera… (to ja zabieram; to ja nie daję dostępu; to ja utrudniam sobie, dla siebie – to mój stosunek do mnie jest).  Koszmar.

To napinanie się, koncentracja na braku zasobu, niezgoda na brak, troska o zasób, rozmyślanie, że zabraknie, kontrolowanie sytuacji w tym zakresie. (moje utrudnianie sobie życia) są bez sensu. Nie dają efektu. (myślisz, że ci tak łatwo pójdzie? – gówno) Co robić? Jak zagwarantować sobie spokój w tej materii?  Walczyć trzeba. (szarpię siebie. trzymam w niepokoju- to mój stosunek do mnie jest).  Ten zasób jest cenny a dla mnie może zabraknąć. Jak zrobić, żeby mieć? Jak zagwarantować sobie obfitość, spokój, wytchnienie, luz i ulgę od mobilizacji na zagadnieniu? Pieniądze, obfitość, powodzenie w żadnej materii mi się nie należą ☹ (to mój stosunek do mnie jest).  

To nie jest autentyczna prawda.

– Puść to. Odpieprz się od siebie. Ty, ego zastrachane. Odpuść!

A info od Źródła?

Zaufaj sobie. Krata w górę – łatwo poszło. Kajdany? Zamek przecież lekko puszcza. Wystarczyła pociągnąć zapinkę i już. Potem otrzepać się z kurzu, podnieść głowę, otworzyć szeroko oczy i stanąć „na wolności”. Poczuć wolność. Przestrzeń, dotyk wiatru i promieni słońca, zieleń łąk, zapach ziemi. Można śmiało, bo w zaufaniu sobie iść przed siebie. Zostawić to co spętało w celi, lochu. I zapomnieć. Iść w wolność i lekkość co dodaje skrzydeł. Brak został w lochu. Zostaw to zagadnienie w spokoju. Nie jest twoim problemem do rozwiązania. Nie jest to w ogóle problem. To twoja ocena. Uwaga i próba działania z braku. Zejdź z problemu, z braku. Przesuń się na lśniącą, tęczową drogę obfitości. Żyj Życie. Tamten temat puść. Nie próbuj siebie, czy dajesz radę sprostać problemom z kasą.

Mama tak się starała sprostać. Kurczowo trzymała. Kontrola nad pieniędzmi. Każdy rozsądny trzyma rękę na pieniądzach. To świadczy o mądrości. Dostatek świadczy o mądrości. Dodaje dystynkcji. Czemuś biedny, boś głupi. A czemuś głupi, boś biedny. Marność. Porażka.

– Daj lekkość. Zdejmij trud. Poczuj, jakbyś się czuła gdybyś nie miała tego problemu?

– Wolna! Lekka i nieograniczona w działaniu.

Mama dawała mi pieniądze, czyli to czego brakiem była przepełniona. Dbała, kochała, bo dawała kasę. I dzisiaj to rozumiem. W domu rządziła kasą. Pieniądze to władza. Jej rodzice skąpili kasy. Tak rozumiała krwawicę, bo:

– Pieniądze ciężko przychodzą. Zarobić trudno. Wydać łatwo. Praca, dobra praca, to kłopot. W pracy się trzeba narobić. Inni mają ciekawą, dobrze płatną, lekką pracę i nie muszą się martwić. Ja muszę. – tak mawiała.

Mama ciągle liczyła pieniądze. Zazdrościła bogactwa, dostatku.

To co się teraz dzieje w tym zakresie jest dla mnie. Pieniądze, praca to trudny temat.

***

To co robię, czuję, że jest moje i jest dla mnie cenne i ważne, ale…może zaraz ktoś, kto jest blisko „utnie przy samej d…” i da odczuć, że to bzdury, majaki i marnota bez sensu, a ja zamiast targać robotę i walczyć z brakami się bawię w pisanie, tworzenie i myślę, że to cenne, ważne jest (takie myślenie o sobie) – Już teraz, kiedy to piszę, wiem, że to nieprawda. To stary program/ego próbuje się przebić, ale słabe jest i chociaż wyciąga rękę po staremu, ostrzegawczo, widzi, że ja to widzę, ale za tym nie idę już.

Życie powinno być znojne, trudne. Bez zabawy, w pełnej mobilizacji. Nie ma się co cieszyć, bo zaraz coś, ktoś i znów będzie do d… To co moje, to bez wartości, bez znaczenia. Ja bez znaczenia, bez wartości. Ja ważna, istotna? Hahaha

No, tak było przez całe życie. Wspomnienie i cień spodziewania się, że to wróci wyczułam.

Jakby oczekiwanie się, że zaraz ujawni się osoba, wydarzenie, które znów pokaże mi kto tutaj rządzi, kto ma władzę i jak to jest naprawdę.  Czyli, że sprawy wyglądają nie tak dobrze, jak mi się zdaje i nie ma się z czego cieszyć. Znowu złamana, zmuszona do poddaństwa, do podporządkowania się. (krytyk, co mnie do pionu chce postawić, albo przestraszyć, bo się wychylam na samodzielność  i będzie bum)  Czyli, że ktoś jakąś uwagą, ciszą (karzącą, upominającą ciszą) umniejszy mi, wepchnie w ziemię i cały zapał, radość z tworzenia tego, co tworzę pójdzie „w niweti”. Jak krew w piach. Znów poniżona, zlekceważona, w bezsilności. Taki Nikt.

I znów czuję, że to echo programu i mnóstwa schematów myślowych i emocji, które dominowały we mnie. Usłyszałam i poczułam nawet to echo…To co widzę w faktach jest zaprzeczeniem istnienia nadal jego mocy, samej jego obecności, ale cień przyzwyczajenia do obaw, strachu, a raczej zlęknienia o siebie wyczulam.

Tulę i uspokajam. – Ciiii, jest dobrze maleńka. Jesteś otulona mocą miłości swojej. Tutaj raj, eksplozja kwiatów, barw i kolorów. Muślin i lśnienie. Zaufaj sobie. Nie ma większej mocy niż ta twoja. Już to  w i e s z! Odetchnij.

„pozostaję jako to, co JEST”

"Nie muszę nic osiągać! Nie muszę się starać! Pozwalam, by wszystko było dokładnie takie jakie jest 🙂 Zwracam uwagę do wnętrza. Oddech. Jestem świadkiem jego ruchu (…) Zadaję teraz, w ciszy pytanie: - Czy jest coś, co muszę zrobić aby odkryć obecność? To co...

czytaj dalej

Już jestem świadoma

"Zanim pojawi się jakakolwiek myśl, zanim ukształtuje się jakiekolwiek uczucie, zanim dotrze do ciebie jakikolwiek dźwięk – ty już jesteś świadomy. Ta świadomość nie jest czymś, co tworzysz, osiągasz czy utrzymujesz dzięki wysiłkowi. Jest ona po prostu tym, czym...

czytaj dalej

Moja Prawda, mój zawód

Rozpoznanie mojej prawdziwej natury następuje przez Piękno. I to piękno nie jest cechą przedmiotu. To przebłysk czystej świadomości. "Od zawsze" obrazy, zapachy, muzyka, natura i kreacje ludzkie i nieludzkie budziły we mnie niemy zachwyt i "otwarcie", chłonięcie całą...

czytaj dalej