Poczułam wczoraj, podczas oglądania filmu „Biedne istoty” to niekochanie siebie. I jak to jest, kiedy się patrzy na siebie z uwagą, łagodnością, dobrocią. jak na niewinną istotę. Z tkliwością i delikatnością.
Nowy obszar. Kusząca błogością i spełnieniem kraina.
Być dla siebie kojącą, słodką niczym miód.
Dobrą jak herbatka z malinkami, goździkami i mięciutka podusia, masaż i spokojny sen i promienny uśmiech o poranku.
Łagodną, jak twarz ukochanej osoby, spojrzenie pełne miłości, dotyk, który rozpuszcza.
Być dla siebie miłością, która dba, otula, daje ukojenie, ufność, spokój i zabiera tam, gdzie jest już w s z y s t k o.
Być dla siebie muślinem zrozumienia i rozumienia. Wsparciem pełnym zaufania sobie.
Zauważać siebie. Traktować siebie z tkliwością, delikatnością i uważnością niczym największy skarb.
Jestem wyborem i wybieraniem. Dawać sobie wybory, które wznoszą, budujące, rozdające miłość, oddające zadowolenie.
Dać sobie dbałość o energię, o dobrostan. Być przy sobie i TERAZ. Bo tam jest RAJ. Tam moje dobro, mój spokój są dla mnie i dla wszystkich innych najważniejsze.
Dać sobie zabawę życiem i w życie. Pełną beztroski, radości i zachwytu obfitością świata.
Wymyślać dla siebie zajęcia pełne perlistego uśmiechu, tańca i koloru.
Osadzić się w prawdzie o sobie. Działać z tej prawdy.
Wybieram piękne życie dla ukochanej istoty. Dla siebie. Wystarczy wybrać miłością.
Być przebudzoną świadomością Beaty
Zawsze być w tęczy i być TERAZ.
Odczuwać s p e ł n i e n i e.
Być s p e ł n i e n i e m siebie i dla siebie.
