Wprowadzić obecność do zdarzenia, do doświadczenia – nie historię.
Nie wiedziałam o tym, że mam przeżyć Strach. Czegokolwiek bym się nie lękała. Tyle tylko, że u mnie najczęściej to strach psychiczny – lęk. Ale okej. Stanąć przed nim i stać. Tyle ile będzie potrzebował, żeby czuć się zobaczonym. Żeby swobodnie i do woli nabyć się ze mną. Żeby zaprezentować się aż do końca. Wybrzmieć. Tyle razy o tym czytałam….
Rozłożenie się w piersiach, że aż miejsce już się kończy. Ale, ale jeszcze ciasno! Serce już się boi, że je zaboli. I boli. Wąż się wije. Jego koniec z brzuchu a głowa w centralnym środku. tak na prosto, łbem do góry jest i drażni trzewia. Płuca zmieniają się w miechy. Powietrze zawładnęło klatka piersiową. W uszach dudni. Ale, ale gdzie to powietrze co strach je pompuje? Usta otwarte, ale jakby zatkane. Tak wygląda: panicznie „się boję” Nie wytrzymam więcej! Taka moc. Chcę uciec. Niech się to skończy! Jestem przerażona! Serce bije szybko. a oddech jest płytki.
Czasem nie ma gdzie uciec, więc zaczyna się kompulsywny marsz. No tak, opisałam jak wygląda Strach przed 'strachami co mnie najczęściej umysł i wyobraźnia nimi straszy.
Małe „ja”: jest strach, bo wiem jak zaboli jeśli się stanie, co się może stać! Boję się bólu, wstydu, upokorzenia, odrzucenia!
Strach, bo może umrę, samolot spadnie … itp. – moc wielobarwnej energii, co, gdy jej pozwolić się rozwinąć, pokazać – sprawia, że nasłuchuję, jestem czujna, baaardzo obecna.
Ooo i jest na . żywo: ssanie, głód w trzewiach, ściśnięcie poruszające jelitami, które znane jest jako nieprzyjemne. Coś łapie za dolną szczękę i mocuje kolki w trzech ostatnich zębach po lewej i prawej stronie i drażni gardło. Jednocześnie, równolegle – coś zasysa jakiś punkt w samym środku piersi. Interesujące doświadczenie. Głód. Może nikotynowy, a może Nuda, co chyba nigdy nie pozwoliłam jej się rozsiąść. A teraz? Proszsz … Pozwalam na odegranie całego spektaklu i jestem obecna, czuję całą tę akcję.
Skąd wiem, że można to uspokoić fajką, jedzonkiem…? I co ciekawe: kto to wie? Gdyby ten ktoś się rozgadał, to brzmiałoby to tak:
– Bo jednak jest mało atrakcyjnie, nudno. Coś, nawet małego uprzyjemniłoby wieczór. Spraw sobie jakąś przyjemność.
I tak objawia się, rozbudza zwiększone zainteresowanie, uznanie „wszystkiego co jest”. tyle rzeczy, co je mogę robić, zrobić. Obfitość, wdzięczność. JESTEM PRZY SOBIE.
A Smutek? teraz go nie czuję. Ale wtedy, gdy jest z łatwością opadam głębiej i głębiej. I przy „nudzeniu” w gardle, wszystko idzie w dół. Kąciki ust opadają. Mięśnie twarzy też. Coś tępo usztywnienia górną szczękę. Z uszu wychodzą linki co ciągną głowę w tył. Chyba jednak mają na tyle siły, że cały człowiek jakby był na wstecznym.
Widowiskowe. Podobnie jak strach, ciekawie się obserwuje. Warto się zanurzyć. W tej głębi jest szeroki spokój. Krótki odpoczynek mięśni. Nie wiem czy „na żywo” nie pojawia się uczucie beznadziei, bo to tępy kolek, blok, który ciągnie do tyłu i w dół jednocześnie i powoduje „nudzenie” w brzuchu.
W każdym razie Smutek zaprasza do siebie, ale intuicja mi podpowiada, że to ma być intensywna, ale niedługa wizyta.
Spotkanie z Gniewem. To, tylko pamiętam. Teraz go nie czuję. To ogień. Eksplozja potężnej, nośnej energii. To ta z grupy napędów, które góry mogą wysadzić, przenieść – to łagodne przykłady.
Zdecydowałam – podokańczać doświadczenia!!!
