TERAZ

1 sie 2025

Wraz z upływem czasu i mojej pracy ze sobą zauważam jak bardzo byłam/jestem nieprawdziwa w postrzeganiu siebie, w byciu.

Cały strach, tresura, gniew…

Pewnie dzięki mojej obsesji na punkcie tresury siebie, poprawiania siebie z „nietakości” doszłam w ogóle do przestrzeni prawdziwości mnie samej.

Dotąd przebywałam głownie w obszarach braku akceptacji dla mnie i niezgody na życie jakie mnie otaczało – jakie tworzyłam sobą, z siebie. To tak łagodnie pisząc…

Piękne obszary wolności, niewinności, spokoju, szczęścia, zachwytu, dobra, spełnienia, miłości  – były marzeniem, do którego mam dążyć staraniami, mądrością, sprytem, zasobami finansowymi, obecnością odpowiedniego partnera, wykonywają praca zawodową, znalezieniem pasji. Zewnętrznymi obiektami.  Odczuwam naciski na mnie, na innych. Moje naciski. Upieranie się, że ma być tak, albo tak.

Naciskałam na siebie, szukałam sposobów na to, żeby się zmienić, bo przeczuwałam, że to ja coś źle robię, skoro wciąż moje życie jest „nietakie”. Szukałam w nienawiści, zawodzie sobą, odrzucaniu siebie motywacji i pomysłów na odkrycie sposobów na odmianę smutnego, pełnego niespełnienia i niezadowolenia z siebie życia.

Tresura. Brak pochylenia się nad sobą z miłością. Zero łagodności dla siebie. Zaopiekowania, przytulenia i otulenia siebie. Kiedy ktoś cierpiał umiałam go przytulić. Pewnie, że programową troską, ale zawsze. Nad sobą się użalałam.

Zapodałam sobie całkowite odrzucenie, brak miłości, troskliwej uwagi, łagodnego zauważenia, ważności, istotności w mojej cudowności samego tylko istnienia, bycia w świecie, w czyimś życiu.

Tresura. Moja mnie tresura. Zimne traktowanie. Po bliższym poznaniu mnie, dawałam sobie czyjeś lekceważenie i już odbierałam nieważność, umniejszanie, lekceważenie.  

Po początkowym zachwycie, którym jestem –  coraz to gorsze i gorsze obchodzenie się ze mną.

Konsekwencją był mój bol, żal, tęsknota za powrotem tamtej uwagi, tamtego spojrzenia, tamtej zachłanności mnie i uwielbienia.

Ja, ktoś gorszy, na kogo niechybnie spadnie ludzka nienawiść, niepochlebna ocena, niechęć. Życie w strachu przed tym co pewnie wnet nastąpi. Podłe scenariusze w głowie. Stale siebie dobijałam, dręczyłam, obserwowałam, podejrzewałam. Żeby przeżyć kłamałam, wymyślałam historie o sobie, marzyłam, lawirowałam. Przypodobywałam się i dostosowywałam, żeby choć na chwilę mieć spokój. Dawałam innym to, co według mnie ich obłaskawiało.

Ja nieważna, mniej ważna – byle mieć chwile wytchnienia od ludzkiej zawiści, bicia, wyzywania gnębienia i obwiniania mnie o wszystko.

Takie ubranko. Taki sweterek utkany ze wszystkiego w co  wymyśliłam się ubrać, żeby zaznać „niemiłości” i całkowitego o d r z u c e n i a.

Błagałam czasem o zwykłą litość dla siebie. Było tak, że brak przemocy wobec mnie odbierałam jako objaw dobroci. Nie pozwalałam sobie na to, żeby coś dobrego dla mnie ugotować, kupić co wyjątkowe, co mnie zachwyci. Odmówiłam innym uszczęśliwiania mnie.

Nie czuję dziś tego wszystkiego, jako ciężar…To ważne.

Otaczałam się ludźmi, którzy szybko okazywali się nieprzychylni mnie. Tak im nakazywałam siebie traktować.

Udawałam. Uciekałam w marzenia, mrzonki, ułudy. Poniżałam siebie. Tkwiłam w brzydkich domach i związkach partnerskich, w których szybko pojawiała się przemoc psychiczna, materialna, a nawet fizyczna. Kazałam mojej mamie, tacie siebie bić, nękać, nienawidzić, odrzucać i nie doceniać w żadnym aspekcie.

Fajnymi ubraniami, stylem, kreatywnością wymyśliłam sobie swoją wyjątkowość, żeby choć na chwilę odebrać czyjś zachwyt, uwagę i swój lepszy humor.   Byłam w ciągłym staraniu się żeby jakoś było, żeby dać radę w tym koszmarze, w tych trudnościach, w tych okolicznościach, które były oczywiście zazwyczaj o k r o p n e.

Nie, nie współczuję sobie teraz. Doceniam. Patrzę ze spokojną uwagą i przychylnością. Tak było. Tak i wciąż czasami bywa. Jednak przez to przeciera się, mam nadzieję – p r a w d a.

Prosta, anielska przestrzeń. Pełna łagodności, dobra, spokoju, uwagi i miłości.

Nie wybieram już tego, żeby znaleźć sposób jak uniknąć jakieś kary za nie moje winy. Niesłuszne oskarżenia. Jak siebie ochronić? Gdzie się schować przed jakąś tragedią, która może czyha na mnie i wyskoczy nagle, kiedy już będzie mi się wydawało, że mogę odetchnąć, odsapnąć. Marzenie, że ten strach, obawy, mroczne przewidywania odpadną. Patrzę na nie teraz oczami pełnymi światła i je rozpuszczam światłem.

Wreszcie wtedy „ktoś”, „świat” mi odpuści, kiedy Ja siebie uwolnię, sobie odpuszczę. To mój wybór, moja decyzja. Dać sobie spokój. Odpierdolić się od siebie raz na zawsze.

Patrzeć na siebie z dobrocią, łagodnością, uwagą, spokojem, to już prawie, jak patrzenie na siebie z miłością.

Tożsamość Beaty. Ego Beaty. Sweterek Beaty. Poczułam to jako coś zewnętrznego. Jakby zebrało się w kupę i było obok. Ale jako coś nieprawdziwego. Jakby był utkany z wełny przeszłości.

Czy może stać się pięknie kolorowy? Jak tęcza na flagach w Oslo? Były pastelowe, cieniutkie, lekko powiewały na wietrze. Mi przypomniały o szacunku, o wolności, o łagodności, otwartości na inne. A gdyby tak zdjąć ten sweter z siebie? Gdyby zamienić ciężkie nitki wełny w leciutką przędzę i puścić wolno? Pofrunie nad lasami, fiordami niczym niesiony wiatrem latawiec. Upiękni pejzaż, zalśni w słońcu i rozpłynie się w jego promieniach, które na chwilę rozbłysną wielokolorowym światłem, co piękne i błogie jak spełnienie.

I po sweterku. Mam nadzieję. I po tresurze. Trzeba sobie kupić pistolet na bańki.

„pozostaję jako to, co JEST”

"Nie muszę nic osiągać! Nie muszę się starać! Pozwalam, by wszystko było dokładnie takie jakie jest 🙂 Zwracam uwagę do wnętrza. Oddech. Jestem świadkiem jego ruchu (…) Zadaję teraz, w ciszy pytanie: - Czy jest coś, co muszę zrobić aby odkryć obecność? To co...

czytaj dalej

Już jestem świadoma

"Zanim pojawi się jakakolwiek myśl, zanim ukształtuje się jakiekolwiek uczucie, zanim dotrze do ciebie jakikolwiek dźwięk – ty już jesteś świadomy. Ta świadomość nie jest czymś, co tworzysz, osiągasz czy utrzymujesz dzięki wysiłkowi. Jest ona po prostu tym, czym...

czytaj dalej

Moja Prawda, mój zawód

Rozpoznanie mojej prawdziwej natury następuje przez Piękno. I to piękno nie jest cechą przedmiotu. To przebłysk czystej świadomości. "Od zawsze" obrazy, zapachy, muzyka, natura i kreacje ludzkie i nieludzkie budziły we mnie niemy zachwyt i "otwarcie", chłonięcie całą...

czytaj dalej