Uwierzyłam, że jestem oddzielona od energii wszechświata

20 sty 2026

Myślałam, że już dawno koniec analiz, odkryć. Nie jest tak. Każdego dnia coś przychodzi

Jestem stworzona z  tworzywa czystej miłości i istnieję jako forma dzięki czystej miłości Bezwarunkowa miłość jest moim prawem pierworodztwa i nie muszę robić nic, żeby zasłużyć na miłość bezwarunkową.

Te rozkminy z poziomy beaty, innych, to są głupoty. Jestem z tchnienia boga. We mnie gwiazdy, galaktyki, najwyższa inteligencja, miłość, rdzeń istnienia a ja się zastanawiam nad tym czy mogę siebie kochać bezwarunkową miłością. Kto niby miałby to czynić? We „mnie” świadomość samego stworzenia. We „mnie” najwyższa obecność co doznaje poprzez tę formę. W Środku życie z życia, ze światła…Zasługiwanie na miłość?!!! Z miłości jestem utkana. To domena ego. Jest, istnieje i niech sobie istnieje, ale nie ma co się nim zajmować. To mieszanie informacji z jednej części z informacją z rdzenia. Zajmę się odbieraniem, odczuwaniem z cudowności cudowności. Poszerzam się. Rozciągam „moje ciało” i doznaję… Absolutna miłość doznaje i śmieje się, bawi tym czego doznaje. Czasem się zachwyca…

Części (ego, ciało bolesne, węzły energii) sobie istnieją. Są w spektrum  Całości. Tak, jak światło zbudowane jest z wielu kolorów, kontrastów, cieni.  Wielowymiarowa rola każdego stworzenie (też człowieka). Pełen szacunek do każdego istnienia. Jego obecność i rola, którą odgrywa to nie moja sprawa, żeby się czepiać (to ego). Każde przejawienie jest i zgoda na rolę do odegrania dla Całości stworzenia.

Miłość jest jedna. Miłość do siebie i do innych (do siebie) jest tą samą miłością. Czuje się ja tak samo.

Doświadczam, doznaję. Na przykład zimna. To jest doznanie. Jak ja je oceniam? No właśnie! Oceniam, wartościuję!  A przecież w istocie to doznaję iścia w góry. Jest zielono, pięknie. Idę i idę. Jednak, kiedy schodzę doznaję np. zmęczenia. To ja określam, że ono jest nieprzyjemne. Pragnienie. Cóż? To ja decyduję, że brak picia – to szkodliwe, osłabiające… Doznaję teraz niewpłacania kasy na konto. No i co? Ja (Arek) doświadcza swoją historię. Powiązałam się „z nim”, z tym środowiskiem doświadczalnym zdarzeń, potencjałów. Moja energia, świadomość blisko takiego a takiego wydarzenia gospodarczego i przekonań, które  chyba  p r z e m i e n i ł a m.  W obszarze tworzenia zawodowego/kreacji, budowania czegoś no i środka wymiennego (chciwość) – jest chaos. Energie się zderzają, są zapętlone. Czuję jakbym chciała odejść, pójść dalej w radość, beztroskę. Lekkość. Ten obszar jest pełen gęstości od trudności, emocji, strachu i uwikłania. Nie jest przejrzyście, płynnie. Nie są proste te powiazania. Arka (mnie) czuję jako takiego, który też już nie chce tak doświadczać. Dla mnie – jakby astral się nasycił.

Iść dalej. W tej przestrzeni uwidoczniła się gnuśność, nacisk na bezproduktywność, głód tworzenia. Niebezpieczeństwo, strach, zapuszczenie się w smutek z powodu braku, zatrzymania przepływu środka (kasy), który forma postrzega jako wybawienie. Uwolnienie, wyzwolenie mocy, życia, które tworzywem, jedynym tworzywem.

 Wiem już, że moje ziszczenie się jest dla dziania się różnych rzeczy w radości i satysfakcji. Utknęłam Nie widzę, nie wiem jak? Chciałabym stworzyć coś, żyjącego, dynamicznego, ale mi nie idzie…☹

 Moja energia się zamknęła tutaj. Chociaż ja nie wiem, gdzie. Może napędza przekonania:” nie umiesz; nie potrafisz; nie uda ci się”??? Nie wiem.

Przemieniam siebie. Jestem w tym aktywna bardzo. Przecież.

Do stagnacji, zator w przepływie tego co tutaj jest towarem wymiennym, bardzo pasuje. Po co zasób, skoro nie ma kreacji??? Może tak?  

Pieniądze. Jest to jednak również jakieś doświadczenie. Zestaw informacji, doznanie.

Mogę rozpostrzeć się w nim.  Mogę pławić w tym doświadczeniu. Nie oceniać go.

Oto jestem w zdarzeniu, że nie wiadomo, czy kasa przyjdzie, czy nie przyjdzie do mojej przestrzeni. Nie ma na horyzoncie żadnej pracy zarobkowej…Mogę sobie to poobserwować. Ciekawe jak to się rozwiąże. Nie wykonuję  pracy, za którą dają towar wymienny/płatniczy. Czas wykorzystuję do odkrywania aspektów Siebie. Dochodzę do wniosków. Przemieniam się.

Taka sytuacja.

Tkwię w dualizmie, z dala od mojego własnego centrum kreatywności. Jestem jednym z energią wszechświata. Nasza zbiorowa mitologia (historie, które sobie powtarzamy do wielu, wielu pokoleń) hamuje mnie. To zbiór tych przekonań powoduje wiele rozdźwięku i podziału na świecie. Dotyczy to również mojego ciała. Mam w sobie niewidoczny mem, który trzyma mnie w odłączeniu od mojej prawdy. To powoduje, że wierze, że jestem oddzielona od energii wszechświata.

Moc kreatywności we mnie. Chcę, żeby płynęła energia. Pragnę budować coś z siebie, z tworzywa cudowności, z budulca miłości, najwyższej inteligencji, przecudowności możliwości, z mocy umysłu  Moim zamiarem jest tworzenie z Siebie.

Czyżby powstała blokada ze zwykłej, żywej siły życiowej, bo nie miała przepływu. Przekonania, schematy myślowe, bolesne zapieczenia zrobiły węzeł, zator z uwięzionej, zamrożonej energii.  I jak miała płynąć, manifestować się, przejawiać jako wspaniała moc (beaty). Może tak to jest???

Niebo jest stanem, którym wybieram na bycie. Mój prawdziwy dom jest we mnie. To „sposób bycia”, nie lokalizacja.  Mój prawdziwy dom idzie ze mną dokądkolwiek się wybieram. Jestem wielkie, rozbudowane, niekończone  i przewspaniałe JA JESTEM. Nie muszę być w tym, czy w tamtym wymiarze, żeby to było prawdziwe. Teraz jestem w świecie form i sądzę tak.

Moja fizyczna ekspresja, to tylko pewien aspekt Całości.

Przemieniłam dużo.

Bardzo dużo zrobiłam w ciągu ostatnich kilku lat. Pora docenić to działanie. Był to mozół. Każdego dnia coś mnie do tego popycha. Dziękuję, że to przeszłe bodźcowanie negatywne zamieniło się na łagodne. Tak wolę. Czuje, że o to chodzi. O przemianę. Nie o osiągnięcia w...

czytaj dalej

Puścić tę tożsamość człowieczą.

Puścić to co moja tożsamością. Mam takie marzenie. Puścić to co mnie nie wznosi. Czy da się w całości? Czy chcę w całości puścić całe ubranko beatki? Zakładając, że to programy, co je mam uwolnić i zamienić w światło istnienia – to tak. Wykonałam już ogrom pracy....

czytaj dalej

Poddać się temu co j e s t.

Poddanie, to chwila gdy umysł i emocje przestają się opierać temu co j e s t. To jedna z bram do Nieprzejawionego. A to jest mój kierunek. Nie poddawanie się, czyli stawianie oporu. A opór wewnętrzny ocina mnie od innych ludzi, ode mnie samej, od otaczającego mnie...

czytaj dalej