Poddanie, to chwila gdy umysł i emocje przestają się opierać temu co j e s t. To jedna z bram do Nieprzejawionego. A to jest mój kierunek.
Nie poddawanie się, czyli stawianie oporu. A opór wewnętrzny ocina mnie od innych ludzi, ode mnie samej, od otaczającego mnie świata wzmagając poczucie „mojej” odrębności, bez którego ego nie mogłoby przetrwać
Im bardziej czuję się odrębna/wyodrębniona, tym mocniej jestem przykuta do sfery przejawionej, do świata osobnych form. Im mocniejsza więź łączy mnie ze światem form tym twardsza i bardziej nieprzenikniona staje się moja upostaciowiona tożsamość.
Brama jest zamknięta, a ja jestem odcięta od wymiaru głębi, od Siebie jestem odcięta, od prawdy, od istoty!
A gdy się poddam, moja upostaciowiona tożsamość mięknie i staje się bardziej przeźroczysta i Nieprzejawione może przeze mnie przeświecać.
(Stanąć. za własnymi myślami i emocjami jako obserwatorka, przytomny świadek. gdy tylko uda mi się dotrzeć do mocy teraźniejszości , a więc wyrwać się spod władzy przeszłości i jej wytrenowanych wzorców, zyskam nareszcie swobodę wyboru.)
Kiedy poddaję się temu co jest, a tym samym staję się w pełni obecna, przeszłość traci całą moc. Przestaje mi być potrzebna. Kluczem staje się obecność. Teraźniejszość. Poddaję się temu co jest, czyli?
Słońcu, które teraz pięknie świeci. Ciszy i spokojowi, którymi przepełniony jest pokój. Drgającemu światłu świeczki. Smakowi kawki. Listkom paprotki, która ogrzewa się w promieniach światła przebijającego się przez szybę. Na parapecie stoją fiolki. Na półce książki. Piszę. Jest nic. Spoglądam na przestrzeń między moimi palcami i widzę mleczne światło.
Ale, poddaję się głównie temu, że boję się, bo gubię źródło zarobkowania. Poddaję się temu, że nie wiem jak zarabiać , gdzie? Poddaję swoje poczucie, że utraciłam poczucie bezpieczeństwa. Poddaję to, że sen nocny stał się niespokojny, pełen wybudzeni. Nie mogę dospać do rana. A od południa znów jestem senna i rozbita. Poddaję się temu, że ogrania mnie stres. Wybiłam się ze strefy komfortu. i jestem coraz bardziej umęczona zatroskaniem. Poddaję to, że znów widzę obok tzw. „pewnych siebie” – niepewnych, którzy próbują mnie ustawiać, oceniać. Zdaję się znów spełniać funkcję wycieraczki, dającej ulgę, upust (bo można mi wszystko powiedzieć, wyładować się, zachować się jak się chce wobec mnie)… Poddaję się temu, że to jest. Nie wybieram tego. Poddaje swój dyskomfort. Czyli wyszło na to, że poddaję się emocjom co je czuję, Jakie emocje? Poczucie braku akceptacji (wiki – krytyka, ocena) – ja sama oceniam, krytykuję/pilnuję i nie akceptuję siebie. Odzywanie się, jak się podoba – bez przepraszania potem – ja traktuję siebie z lekceważeniem, bez szacunku. Ja myślę o sobie nieważna, słaba, niewiele znacząca. Wykorzystywanie – kup mi napój (bez kasy). Kawał skurwysyna ze mnie; nie czuję się dobrze (tak do końca), wyżyję się więc na słabszej osobie – ja poczuję się lepiej – mogę sobie z nią na to pozwolić, bo ona nie jest ważna. I Ak: Jesteś „moja”; jesteś pod moją władzą; zrobię co będę chciał; nie odejdziesz z pracy dopóki ja tak nie zdecyduję; zapłacę tobie, kiedy zechce – lub nie zapłacę, jak zechcę; traktuję ciebie, tak jak mi będzie wygodnie; (ty myślisz, że coś znaczysz w moich oczach?)- hahaha – jesteś nieważna. dla mnie istotna jest tylko twoja funkcjonalność, użyteczność – poddaję się temu, bo jest!!!
Poddaję się pojawiającemu się: Kontrolowaniu siebie i innych i sytuacji.
To, jakby Mamusia: – O patrz, patrz, jak ciebie potraktował; jak się odezwał; a nie zrobiła tego, a tego – bo biedna, głupia, winna jesteś; bo się nie umiesz odezwać! Jawnie zlekceważył ciebie, przecież. ludzie ciebie lekceważą, mają za nic. Nie umiesz, nie potrafisz zrobić tak, żeby mieli szacunek. Ofiarą losu, głupiutką jesteś – tak by to Mamusia powiedziała.
Stałe sprawdzanie, co kto o mnie; do mnie powiedział; jak się zachował – żeby móc mieć żale, anse i ewentualnie czuć urazę i przy okazji poczuć się lepszą., w tej beznadziei i gorszości. Z poczucia małości, niższości, co w jakąś wielkościowość się przemieniło. Tak bardzo mi przykro i smutno, że za pomocą Aka, D, W, traktuję siebie b e z m i ł o ś c i – czyli z przemocą. Tak, jak umiała mnie traktować moja Mamusia. Ja przejęłam jej sposób taktowania mnie 🙂 Poddaję się temu, co jest ;-D
I uwalniam te schematy myślowo-przekonaniowe. Zostawiam też w spokoju tych ludzi. Rzuciłam na nich (na Basię też) mój cień, film z moich emocji, zachowań, z którymi do siebie podchodziłam – Idźcie kochani w swoją stronę. – Ja do Siebie już teraz podejdę jak do najwspanialszej wspaniałości (którą i tak jestem). Z największym przytuleniem, bezwarunkową akceptacją, radością, podziwem, zachwytem, szczęściem i miłością. Chociaż i tak jestem przecież kulą energii, co zbudowana jest z miłości absolutnej. Może tak być, że rozpoznaję Samą Siebie na tym przykładzie – czyli wiem czym nie jestem!!! Może być, że tak jest!
Trudna emocja ma w sobie wołanie o obecność. Nie o analizę, ale o czyste bycie z tym co jest.
Poddaję się temu co jest?
Przemiana nie idzie wtedy, gdy próbujesz coś zmienić, ale gdy odpuszczasz i pozwalasz poczuć to co się pojawia bez komentowania.
Nieprzejawione, to Jednia składająca się z bezumysłu i obecności. To przestrzeń i czas. To głębia bezumysłu i wieczność Teraz.
Przestrzeń, to nieruchoma, nieskończona głębia bez umysłu.
Czas, to obecność, wieczność, świadomość wiekuistego Teraz (Teraz na zawsze; nieskończone Teraz; Teraz bez końca).
*Wpis zawiera fragmenty z książki Potęga teraźniejszości Eckharta Tolle
