Bezsens, ale taki optymistyczny. Ta tożsamość kobiety, która pracowała w takim to a takim charakterze. Osoba będąca w związkach, relacjach, posiadająca dzieci. Mieszkająca tu i tu. Żyjąca w określonych warunkach z wybranym do doświadczania kolorem i zawartością portmonetki :-).
Było to życie w braku czucia cudowności codziennego życia i kompulsywnym naprawianiu siebie.
– A po co to wszystko? Po co to całe staranie?
– Żeby dotrzeć do lepszej siebie, do lepszego życia, do odczuwania szczęścia, do samorealizacji, do radości z pisania, z siedzenia obok kogoś zachwycającego, do szacunku dla samej siebie, do pięknego domu, do miłości. Do obfitości. I w tym dążeniu pojedyncze odkrycia. Wolty.
Dzisiaj, nie odnajduję siebie w tamtych zdarzeniach. Zebrałam bardzo dużo informacji. I mam jeden wniosek: nie jestem moją tożsamością, moim ego, ani moim umysłem, ani żadną z form, z którymi miałam kontakt. Czuję się energią, wibrowaniem życia, tęczową, lśniącą masą perłową, mieniącym się muślinem ale i pustą, spokojną ciszą.
– Czy ja zwariowałam!? – pytam sama siebie, ale bardzo retorycznie 🙂
– Absolutnie nie. I nie odpowiada teraz konstrukt myślowy, wyobrażenie „o mnie”. Po prostu zobaczyłam oszalałe w zabieganiu „o„ Ego Beaty.
Do Ego: puszczam ciebie wolno. Uwalniam ciebie od tej męczarni istnienia i wyrażania się i walki o przeżycie tak wciąż i wciąż i tak bez końca.
Matkobosko, zapomniałam, że jestem tylko awatarem w grze wirtualnej, jako forma kobieca z imieniem. A przecież zobaczyłam swoją energię, jak otacza moje palce.
Co na to mój kochany, wiecznie zahukany umysł? Nauczyłam się go otulać z tkliwością albo zabawiać tym, że jestem np. kremówką, albo różem w rozkwicie. Wtedy się uspokaja. Kocham go, ale powstały zasady jego funkcjonowania. No i rozmawiamy sobie czasem.
Do Umysłu: dosyć samowolki i oszalałego miotania się i rzucania myślami na oślep i na każdy temat. Kiedy mi będziesz potrzebny to ciebie zawołam.
Bo karmienie umysłu bodźcami (w moim przypadku) bardzo szybko kończyło się lądowaniem na polu szaleńca.
Akt woli: mocą mojej woli i decyzji świadomie rezygnuję z wymyślonych rozwiązań i przebywania w niepoczytalności. Rezygnuję z kostiumów Beaty, postaw i masek (za każdą jednak bardzo dziękuję). Rezygnuję z przekonań (zwraca to moją uwagę), schematów myślowych, a nawet wspomnień i upodobań. Tak po całości. Delete. Reset. Nadal, tak jak każdego dnia (od bardzo, bardzo dawna) będę rozpuszczać i transformować pasma programowe i emocji, które zauważę moim czuciem bliziutko lub w mojej okolicy.
Poznałam coś bezcennego, ogromnie wzruszającego, że podczas tych niewielu chwil, kiedy udawało mi się być w ciszy siebie – nie było umysłu, nie było programów, Byłam tylko w tej oto chwili i było wszystko. czułam się pusta, a jednocześnie energia pustki żyła we mnie i czułam, że płynie przeze mnie życie.
Akt woli cd.: wybieram tylko tak i tylko to. Całą moją wolą wybieram Siebie, Poczułam świętość życia, którym tylko chcę żyć. Taka moja wola. Być w Teraz, w Jestem. Pozwolić życiu żeby przepływało przeze mnie. I tak już teraz jest. I jestem w tym. I jestem tym. I wybieram pozostać do końca moich dni w stanie zakochania, w którym kiedyś, po raz pierwszy w życiu poczułam, że jest wszystko.
