beata,ae

29 sie 2025

Podobno jest teraz tak, że światy się rozdzieliły. Nie zobaczyłam tego, ale ponieważ jestem sugestywna, to poczułam. Poczułam też, że moja odbierana, funkcjonująca w świecie tożsamość jest/była  zadaniem do wykonania. Zobaczyć, uwolnić (ja to rozumiem, jak uwolnienie z kajdan, więzienia), transformować w miłość.

Jestem inna. Stabilna. Wyczuwam siebie jako rdzeń, ale wibrujący, kołyszący się na boki. Jest moc, łagodność, dobro, spokój i miłość. Nie są one jednak z tego świata.

Matt Kahn napisał:” jestem wszechobecnym życiem świadomym swego ciała; ja boskość ubrana w człowieka; jestem światłością w ludzkiej postaci; jestem niewinnym przejawem boskiej woli”.  Nic tak dokładnie nie nazwało tego co (chwała Bogu) chciałam odczuć i to nazwanie mi pomogło.

Wyrazem Boskiej mocy jest to, że miłość ożyła w pięknej fizycznej formie. Tak odczuwam teraz moje ciało, włosy, narządy wewnętrzne i przestrzeń z energii, co życiem, wszechświatem w środku.

Oto ja jestem, ty jesteś, kwiatek, kot i moje wiklinowe łóżko.  I tak chcę. Niech zostanie tylko imię. Wszak z łaciny znaczy beata,ae – błogosławiona, szczęśliwa.

Podjęłam taką decyzję, taka moja wola.

Dzięki zmianom, w których mam swój udział, dwa dni temu przyszła do mnie wiedza i czucie absolutnego niekochania siebie. Wcześniej o zamiłowaniu do afer, sensacji, a dziś rano uwalniałam dręczyciela.

Dać sobie kochanie jakiego nikt nigdy mi nie dał. Zatrzymanie w zachwycie nad swoim stworzeniem. Nigdy wcześniej tak nie czułam.

Spontaniczna transformacja Strachu.

Mój strach, gnębiący mnie robił co umiał. Chronił mnie. Chronił niewinność zlęknionego dziecka przed złym.

– Obudź się, obudź, a może idzie złe… Uważaj, bądź czujna, szukaj rozwiązania, ucieczki, schronienia. Boj się i nie przestawaj.  – pamiętam ten cichy, pełen zlęknienia głos.

– Doceniam ciebie. Dziękuję za olbrzymi trud. Utulam i ukochuję i uwalniam ciebie z twojej powinności. Wystarczy. Niebo jest tutaj. Jest tu Bóg i twoje i moje wybawienie. Zwalniam ciebie z twojej służby. Chcesz być chabrem? Muślinową mgiełką, czy niebieskim migdałem?

– Chabrem, co piękny. Chcę, żeby ludzkie oczy chciały na mnie patrzeć, a serca się wtedy otwierały, nie zamykały. Chcę odpocząć. Tak chcę. Dziękuję za uwolnienie. Z całego serca słodko dziękuję.

– Bardzo tobie dziękuję za twoją pracę. Bałam się ciebie przeogromnie. Wybacz, że ciebie nie rozumiałam i odrzucałam. Niech tak teraz będzie, że tam, gdzieś był w moim ciele i pamięci będzie ulga, łagodność i złota łąka, aż płynąca chabrem. I choć nie dowierzam, że to czuję, ale tak – kocham ciebie, chociaż już ciebie nie wybieram w twojej dawnej postaci, bo wybieram już doświadczać tylko nieba.

Kiedyś odkryłam, że to nie Ksawery nie chce się ode mnie uwolnić, czy mnie uwolnić od siebie tylko ja wciąż i wciąż czegoś od niego potrzebuję. I to on pomógł mi (bezwiednie, jako osoba) zobaczyć to cale moje niekochanie siebie. Ostatnio znów potraktował mnie z lekceważeniem, pogardą, jak pył, insekta. I to jest dokładnie sposób, w jaki obchodziłam się sama ze sobą. Plus użalanie się, naciskanie na siebie, krytykanctwo, pastwienie się  na sobie, gnębienie i niedawanie sobie spokoju. Straszenie siebie i co najprzykrzejsze sprowadzanie na siebie wyjątkowo ciemnych zdarzeń i ludzi. Jednak, jakoś szczęśliwie dotarła do mnie mądrość wszechświata i ujrzałam, co mi jakieś zdarzenie, ludzie pokazują – to co we mnie. Całe to oprogramowanie, które na mnie/we mnie.

Niepozwalanie sobie na spokój, miłość, na łatwe życie, na lekkość zarabiania, rozluźnienie, ufność, niewinność  i oddanie wszystkich spraw, całego tego galimatiasu pod rozwagę ciszy, Bogu, wyższej inteligencji….

Ale dotarłam w sobie do pozwolenia sobie na całkowity luz, odprężenie i całkowity zachwyt boskością swojej formy – miłość –  i nieidentyfikowanie się z narracją umyslu.

Kiedyś szaleniec w swoim szaleństwie szukał rozwiązania. To tak jakby policjantowi (który jest podpalaczem) kazać szukać podpalacza.

Szukałam rozwiązania w szaleństwie, jak każdy. Ale nie zyskałam teraz mądrości dla swojej tożsamości… Ta tożsamość służyła mi i działała bezbłędnie, dokładnie tak, jak miała działać. JA nie jestem nią. Moja mądrość nie pochodzi z nowszej wersji oprogramowania…Pochodzi z ciszy. Bo kiedy wszystko milknie pojawia się przestrzeń miłości. Ale to nie jest nic, to jest wszystko. Życie mówi samo przez siebie w ciszy umysłu.

***

Nigdy siebie nie kochałam. Czy kogoś kochałam? Pamiętam przejawy miłości jako dostrzeganie piękna, boskości w innej istocie.

– Czy kochałam swoją córkę? No cóż przyszedł w tym tygodniu czas na aż takie pytania. – Może tak być, że nie.  Ale nie, przypomniałam sobie epizody, kiedy jednak czułam do Niej miłość.

Zdarzenie sprzed tygodnia – wówczas po raz pierwszy, świadomie zadałam sobie pytanie na temat mojego kochania własnego dziecka… Poczułam miłość. Tak. Jest czysta, akceptująca i wspierająca.

„pozostaję jako to, co JEST”

"Nie muszę nic osiągać! Nie muszę się starać! Pozwalam, by wszystko było dokładnie takie jakie jest 🙂 Zwracam uwagę do wnętrza. Oddech. Jestem świadkiem jego ruchu (…) Zadaję teraz, w ciszy pytanie: - Czy jest coś, co muszę zrobić aby odkryć obecność? To co...

czytaj dalej

Już jestem świadoma

"Zanim pojawi się jakakolwiek myśl, zanim ukształtuje się jakiekolwiek uczucie, zanim dotrze do ciebie jakikolwiek dźwięk – ty już jesteś świadomy. Ta świadomość nie jest czymś, co tworzysz, osiągasz czy utrzymujesz dzięki wysiłkowi. Jest ona po prostu tym, czym...

czytaj dalej

Moja Prawda, mój zawód

Rozpoznanie mojej prawdziwej natury następuje przez Piękno. I to piękno nie jest cechą przedmiotu. To przebłysk czystej świadomości. "Od zawsze" obrazy, zapachy, muzyka, natura i kreacje ludzkie i nieludzkie budziły we mnie niemy zachwyt i "otwarcie", chłonięcie całą...

czytaj dalej