Nie wiem czy jeszcze będzie co zapisać w moje Kronice.
Natura moja to tworzenie. Pisanie, rysowanie, muzyka, wymyślanie aranżacji, strojów, obrazów. Rozmowy. Ruch: taniec, wędrówki po krainach, górskie oraz wzdłuż wybrzeża Morza Bałtyckiego.
Rozpoznaję siebie w moich kolegach. Prawdziwy on jest taktowny, radosny i czuły. A on jest opiekuńczy i odważny. Ona jest zabawna, skromna. Złapała siebie i raczej już nie puści. I on i ona to ja.
I możliwe jest to, że teraz kocham ludzi. Traktuję z szacunkiem – bo to ja przecież. Jeden jesteśmy.
Pewnie też pokochałam siebie. Tę spoza schematów, historii. Stworzoną z gwiazd.
Zgadzam się z tym, że miłość jest instynktownym aktem docenienia boskości w innej istocie (rzeczy, zjawisku) niezależnie od zewnętrznych pozorów. *
I wyleciały oczekiwania. Jak karta podczas tasowania talii. Umysł wymyślił sobie, że przewalczy „słabości” – jeszcze raz zrobi terapię schematów i emocji oraz wynajdzie wszystkie traumy…I jak już Beata będzie naprawiona, to wówczas, ojej! Wtedy to dopiero: – lux praca, mnóstwo pieniędzy na dom, życie, potrzeby. Beztroska, miłość, sioło na skraju lasu i sielanka z przyjaciółmi i z kimś cudnym, osobistym. Podróże, coś ciekawego do tworzenia. Bez nudy i bez spinki. Fundacja zbuduje Przystanek marzeń. Ta nieszczęsna firma uleci w niebyt i nic, ani nikt mnie nie tknie. Jerzy mnie spłaci. Ludzie tylko mili wokół. Chabry zakwitną. A słoneczko będzie zachodzić na złoto pomarańczowo tylko. A miód miłości będzie mnie tulił do snu. Aaaa i będzie kakao z piankami i czekolada na gorąco. A na stole biały obrus i gladiole w wazonie.
-Puść to dziewczyno! To przeszłość, umysł, ego. Nie ma być tak albo tak. niech zycie swobodnie płynie tobą i przez ciebie.
Ale nie jest tak, żebym nie miała żadnego zadania dla siebie.
Mam dosyć tych schematów. Po raz kolejny nadaję im lekkość. Oświetlam szmaragdowym światłem świadomości. Wierzę, że ulatują w niebo chmurą kolorowych motyli.
Może też jest tak, że pełna mechanizmów obronnych, schematów, zachowań zaradczych dziewczynka wstała z ziemi i daje się ponieść do królestwa niebieskiego. Zauważona, utulona w swojej niewinności, ufności i ledwo tlącej się wierze w radość, beztroskę i miłość. Jest wolna. Miała duży tobół, buźkę zalaną łzami i olbrzymi smutek w oczach i serduszku.
– I co? I przyszła dobra wróżka? – pyta kpiarz we mnie.
– A czemu nie! Piękna wróżka odnalazła małą księżniczkę. A, że miała klucz do drzwi, to uwolniła dziewczynkę. Dotknęła różdżką tobołka i wysypały się z niego monety, klejnoty, zabawki i piękne szaty i bajkowe obrazy. Przed PRZEMIENIONĄ rozwinęła się perłowa ścieżka a wzdłuż niej stanęły dumnie: Dobro. Miłość. Odwaga. Radość. Szczęście. Zaufanie. Rozkosz. Wolność. Zachwyt.
– I księżniczka się roześmiała. A jej śmiech dźwięczał jak najpiękniejsza melodia i słychać go było w najdalszych zakątkach księstwa. A jej oczy rozbłysły milionami gwiazd, od których zajaśniało światło na niebie. I stał się dzień! I nastała wolność! Wszystko zalśniło złotym i szmaragdowym światłem. A na tronie zasiadły: Wolność, Radość i Miłość z berłem w dłoni – dodał (nie)kpiarz.
– A czemu nie? Właśnie tak wybieram. Dość już czekania, naprawiania się i znów czekania na lepsze dni, na łaskę, na zauważenie, docenienie i przyjęcie do Królestwa niebieskiego.
Plan na teraz, teraz i teraz:
Pożegnać się z formą.
Poczuć się świadomością co jest w s z ę d z i e i jest w s z y s t k o.
Być w ciele co bramą istnienia.
Rozpuścić to co ego.
Czuć.
Wybieram czuć radość istnienia, miłość, wolność, rozkosz, szczęście uwielbienie, obfitość, zaufanie do siebie. Dobro i zachwyt.
Być Ja Jestem, która Jestem.
I być tak może, że to już koniec pisania mojej Kroniki. Koniec opisywania procesu PRZEMIENIANIA.
Prawie 30 lat terapii. 6 lat pisania Kroniki.
