I nie wiadomo, śmiać się czy płakać.

10 lip 2026

Kiedy przeczytałam (po miesiącu ostatni wpis) to aż mnie zamurowało.

– Czemu? 

– Bo to puste słowa dla mnie dzisiaj. Wtedy napisane od serca, dzisiaj – litery na ekranie… Znaczy to, że aż tyle może się zmienić w ciągu miesiąca, a właściwie dwóch. Doświadczenie z polowy maja stało się początkiem dramatu, który, mam nadzieję się wygasza. Co rusz pojawiały się zdarzenia, emocje, które „dolewały oliwy do ognia”. Wszystko co działo się „w środku” intensywnie, ale pod moim okiem powoli prowadziło do kolejnej prawdy na temat mojej prawdziwej natury. Dodało też informacji nt. B/Ego/oddzielnej jaźni. Nie wiem dzisiaj, czy jest mi ta wiedza do czegoś potrzebna w sensie przemiany, ale jako badaczce – wiele daje. 

Zapiszę, tak na wszelki wypadek. 

Otóż zerknęłam do starych zapisków i zauważyłam, że wciąż i wciąż powtarza się motyw: nienawidzę siebie, swojego życia, moich oprawców. Jestem nieudacznicą, ofiarą losu, wstyd mi za siebie. 

Co nowe: i) skrycie wqrwiona na siebie, swoje życie i ludzi co blisko. Skrycie, bo B/ego nie wolno okazywać wściekłości, a nawet złości otwarcie 🙁 No tak – to dla Beaty/ego oczywiste, chociaż wcześniej nie docierało to do mnie. NIE DOCIERAŁO – chociaż o tym mówiłam, pisałam…ii) bycie wciąż w stanie mobilizacji oraz walki. Ja słabsza, słaba, bezbronna. LEPSZA, ale słabsza, bo nie tak bezwzględna, bo uczuciowa, bo z boleści i w boleści. Bo ja chcę tylko miłości, spokoju….Oni silni, bezwzględni.Życie w ciągłym kryzysie, zamęcie. Bieżąca kontrola poszczególnych frontów. Pamiętam to. Jak w relacji, domu spokój, to w pracy problemy. I tak na zmianę. Podejmowanywysiłek, starania dla zorganizowania względnego spokoju na nowo. Niestety, tylko na chwilę. Nie stawałam do walki wręcz – no czasami, ale to tylko kilka razy w ciągu całego życia. Mistrzostwo świata w zarządzaniu kryzysowym. Dyplomacja. Nawet delikatna manipulacja, zadowalanie. 

– Po co to?

– Próba przeżycia w nieprzyjaznych warunkach, wśród wrogów. Bliscy (lub ci co blisko), to główni wrogowie, albo wręcz, albo w głębi wątroby. Na pewno nie po mojej stronie. Ja problematyczna, z kłopotami, uwikłaniami.

Przeżyłam życie w ciągłym napięciu i strachu, że coś za chwilę wyłoni się zza winkla i pierdyknie. Chwile spokoju i powrót do beznadziei mojego życia (niechęć, obrzydzenie, ale konieczność) i ciągła analiza stanu w głowie. Zmęczenie, bezsenność i czucie się w większości czasu źle. 

Najgorsze, bo ci, których miałam za przyjaciół odrzucali mnie albo wprost albo robili coś, co mnie raniło i znów powód do załamania się i czucia się źle.Tak rozwinęła się ta struktura na „życie” Beaty/ego.  Walka o przeżycie i jakieś godziwe miejsce dla siebie. Wyszło na to, że najlepiej, najbezpieczniej być sama ze sobą, bez TYCH przyjaciół. 

– Kiedy zauważyłam, że to struktura bardzo podobna do Jasinej? 

– Tak naprawdę, teraz w lipcu 2026. 

Traktowanie siebie bez szacunku, jak upośledzoną, gorszą krewną, która powinna się wstydzić za siebie. Rodzina ją toleruje, ale wstydzi się za nią. Lekceważenie talentów, predyspozycji. Należą do B/ego, czy Jasi/ego – przez samo to są niewiele warte i  nie należy im czasu poświęcać. Użalanie się nad swoim losem, który mógłby być inny, lepszy gdyby nie ONI! Wszystko przez NICH! Jasia w tym królowała (J, J, A, J, A, M). Beata/ego – nie znajdowała w sobie postulatu, protokołu ani siły żeby jawnie rzucać oskarżenia, ale skrycie – obwiniała ICH za swoje cierpienie. Zaprogramowana biciem, krzykiem na zakaz używania jawnego sprzeciwu. Inaczej bicie, odrzucenie, pogarda lub kara – wręcz nie do wytrzymania dla niej.  Widziała, że to ona musi się starać w relacji, nie ONI Nienawidziła za to ICH oraz siebie. Kiedyś z ufnością dawała im swoje zaufanie, podziw, uczucie – czyli władzę nad sobą  – za uwagę, sympatię, uczucie, kasę. Była rozczarowana i w boleści, że oni to wzięli, skorzystali i pozwalali sobie na bycie nieuważnymi wobec niej. Ranili zamiast wspierać i nosić na rękach. A ona tyle w nich zainwestowała. A kiedy już nie chciała dawać więcej, odejść – kończyło się bycie miłym.

Beata/ego podobnie jak jasia/ego ukonstytuowała się poprzez dramat, bycie w rozpaczy, bycie skrzywdzonym, źle potraktowanych, wykorzystanym, w bólu, cierpieniu. Jasia/ego najbardziej lubiła być skrzywdzona, rozczarowana Córką.   Czy Beata/ego też podobnie ma? Zagrożenie, strach przed córcią, czucie się ocenianą. Córka Beaty/ego raczej nie ma w sobie serdeczności i szacunku, uznania dla Beaty/ego. Chociaż pewnie znajduje w sobie tęsknotę za taką miłością. 

Jasia/ego jawnie poniżała, nie szanowała beaty/ego. traktowała ją jak nieudany ciężar, nieużyteczną, problem, wstydliwy kłopot i jawnie obrabiała jej dupę – (Ak) 

Zazdrość, bo inni mają lepiej – właściwie pod każdym względem – to też element tego konceptu Beaty/ego.

Podsumowując: beata/ego to taka strukturę relacji. Potwierdza to rozwinięcie się „życia”. Ona: wadliwa, słaba, naznaczona ofiara losu, co nie umie sobie poradzić w życiu (zadbać o siebie, o swój dobrostan), stale nadwyrężająca siebie, stale w staraniu, podporządkowaniu, ustępowaniu, żeby coś ugrać dla siebie wobec świata i opresyjnych ludzi, instytucji. W strachu przed obwinieniem, oskarżeniem, zemstą, bólem. W próbach kontroli stanu wokół, w obawianiu się zagrożeń. Cierpi. Nie chce życia, które ma.

Zaniedbuje swoje sprawy, bezpieczeństwo, talenty. W lekceważeniu i braku szacunku do siebie. 

Ale w swojej infantylności czuje się lepsza od NICH. Faktycznie nie umie być tak agresywna jawnie, bezlitosna otwarcie. Nie potrafi skrzywdzić z intencją zadania bólu. Nienawidzi ICH jednak z całego serca. 

Oni: sprytni, bezwzględni, silniejsi. Nie zawahają się przed poświęceniem Beaty/ego, skrzywdzeniem, wykorzystaniem jeśli tylko pomoże im to poczuć się lepiej. Ona nie ma dla nich znaczenia. Jest tylko funkcjonalnością. Beata/ego = schemat jest po to żeby dawać, nie żeby brać, przyjmować albo w ogóle sięgać po to na czym jej zależy. Taki pomysł, jak na B/ego jest po to, żeby reagować na potrzeby drugiej osoby.

ONI zaś nie są po to, żeby wyczuwać, reagować, spełniać jej potrzeby. Ich ból oddzielenia, separacji i izolacji od miłości wyrażasię trochę inaczej. Ona ma pomagać, być użyteczna dla ONYCH.  Jak nie – obraza, kara, winna, bo ON/A się poczuł źle. I już gotowe poczucie winy. Nauczono obowiązku odpowiedzialności za czyjeś czucie się, za czyjeś emocje. Ma generalnie robić to czego się oczekuje od niej. 

 
Skulenie w sobie, smutek, pogodzona pokora, usłużność oraz cicha uraza, niechęć do ONYCH i siebie. Słaba. 


Po tylu latach…poddaję, oddaję tę Beatę/ego. Już wiem, że nic z tego nie będzie. NIe chcę już żadnych napraw. Jestem wdzięczna za zobaczenie. Rezygnuję. Puszczam z rąk, jak się puszcza rozżarzony węgiel. 

Beata/ego – to nie awatar. To zbiór uwarunkowań tożsamości, która czuła się odrzucona, pozbawiona miłości. Skazana na poniewierkę i obijanie się od jednego ONEGO do drugiego. Takie środowisko, do którego; w którym żyć zaprogramowana. Rezygnuję z walki o przeżycie, o spokój. Katarzis ostatniego bólu, co sprawił, że zechciałam już tylko, żeby się wszystko skończyło. Nie wierzę już w spokój, szacunek od tego otoczenia, w tym otoczeniu. Rezygnuję więc ze starania. Znowu  był strach, bo boję się co ONI mogą mi zrobić ze swojego niezadowolenia, z zemsty. Przegrałam ale i wycofuję się z gry. Beata/ego wybiera zniknąć.
Poddaję tę Beatę/ego Bogu, nieskończonej wiekuistej świadomości.Dziękuję za możliwość czucia się Poznaniem, Świadomością świadomą samej siebie.

Dziękuję za umiejętność przyjmowania emocji, programów, czucia ich i nie unikania. 

Wyznawczyni niedualności. Jedno jesteśmy.

Może jest to to „Przebudzenie”. Faktycznie powolutku i po cichutku się objawia. 

„pozostaję jako to, co JEST”

"Nie muszę nic osiągać! Nie muszę się starać! Pozwalam, by wszystko było dokładnie takie jakie jest 🙂 Zwracam uwagę do wnętrza. Oddech. Jestem świadkiem jego ruchu (…) Zadaję teraz, w ciszy pytanie: - Czy jest coś, co muszę zrobić aby odkryć obecność? To co...

czytaj dalej

Już jestem świadoma

"Zanim pojawi się jakakolwiek myśl, zanim ukształtuje się jakiekolwiek uczucie, zanim dotrze do ciebie jakikolwiek dźwięk – ty już jesteś świadomy. Ta świadomość nie jest czymś, co tworzysz, osiągasz czy utrzymujesz dzięki wysiłkowi. Jest ona po prostu tym, czym...

czytaj dalej

Moja Prawda, mój zawód

Rozpoznanie mojej prawdziwej natury następuje przez Piękno. I to piękno nie jest cechą przedmiotu. To przebłysk czystej świadomości. "Od zawsze" obrazy, zapachy, muzyka, natura i kreacje ludzkie i nieludzkie budziły we mnie niemy zachwyt i "otwarcie", chłonięcie całą...

czytaj dalej