Czy ja będę chciała coś jeszcze osiągnąć? Jakiś cel? Czy mam jeszcze jakiś zewnętrzny cel?
Założyłam fundację… Kilka dni temu spotkałam się ze znajomą, której pomysły migoczą, kuszą. Są podobne do moich, z kiedyś…
Chwilowo nie mogę wrócić „do domu”. Staram się, ale znowu jestem w niepoczytalności, w umyśle. Zagapiłam się i poszło!
Wracając do celów. Owszem, wiem, że są rzeczy, których pewnie warto jeszcze dotknąć. Na przykład: zorza polarna; zbór moich esejów; wystawa ze zdjęciami moimi i nie moimi; czarujący dom na skraju lasu; przyjaźń co miłością; przecudne kreacje na każdą okazję; ciekawe miejsca i wędrówki do nich i po nich; wydarzenia, uczucia do odczuwania, zaczarowania.
Jaki sens jednak dążyć, żeby to się stało, osiągać ten cel? Skoro nie muszę, bo nie mam już ambicji. Cała jestem i Miłość i Szczęście, więc nie chodzi o to, że coś lub ktoś niesamowity się zjawi, że mnie uszczęśliwi, zabawi, zbawi…
Może jeśli dodam kolorów albo poszerzę wachlarz, co z zachwytu. Sprawię, że miłość będzie bardziej miłosna i jeszcze z różowym odcieniem różowego pelikana. Czy Życie może wymalować Życie? Da się zatańczyć Życie? Da się na pewno wytańczyć rozmowę i śpiew ptaków oraz tworzenie się tęczy. Marzę o alabastrze, jak o kremie migdałowym . A pod zamkniętymi powiekami ujrzałam: tapicerkę w aucie w kolorze lodów waniliowych; szal od Hermesa co miękko otula mi głowę i szyję; wymyślnie zielone okulary od La Costy.
Jakby grać i grać koncert, wygrywać Życie na instrumentach, wyrażać w krajobrazach, wydarzeniach, rozmowach, spojrzeniach, przepięknych butach…
Łagodny spokój spojrzenia. Elegancka postać, wreszcie pewna siebie, s k o ń c z o n a.
JESTEM ŻYCIE CO DOZNAJE, ROZPOZNAJE SIĘ JAKO CZŁOWIEK W UMIŁOWANIU.
„W sferze sytuacji życiowej mogą, owszem być rzeczy, które warto jeszcze osiągnąć czy zdobyć. Jest to bądź co bądź świat upostaciowiony, przestrzeń zysków i strat. Lecz na głębszym poziomie już teraz jesteś pełna i gdy to sobie uświadomisz, wszystkiemu, co robisz towarzyszy rozigrana, radosna energia.” *
– Czyżby stało się!? I w moich dążeniach nie ma już ponurej determinacji: nie powoduje mną lęk, gniew, niezadowolenie ani potrzeba stania się „kimś”. Czy już wiem, czuję to, że moje poczucie „ja” wyrasta z Istnienia? Czy wyzbyłam się psychicznej potrzeby „stawania się „i moje szczęście nie zależy od efektów tego co robię, więc lęk mnie nie zniewala – utwierdzam się w tym, że to jest Obecność – Nie szukam stałości tam, gdzie jej nie ma – w świecie upostaciowionym, w świecie zysków i strat, narodzin i śmierci. Nie czekam na to, aż rozmaite sytuacje, okoliczności, miejsca czy osoby uszczęśliwią mnie. To bez sensu. A potem nie boleję, że nie dorosły do poziomu moich oczekiwań – nadal utwierdzam się w tym, że to jest Obecność.
Nawet jeżeli uznam bez zastrzeżeń, że co widzę (czas) jest złudzeniem, czy spowoduje to w moim życiu jakieś zmiany? To właściwie jedynie intelektualna zgoda. To tylko jeszcze jedno przekonanie, wierzenie. Nie spowoduje większych zmian w moim życiu.
Postanawiam więc żyć zgodnie z tą prawda. Decyduję, że każda komórka mojego ciała będzie tak obecna tu i teraz, że aż zawibruje Życiem, a ja będę przeżywać każdą chwilę jako kroplę radości Istnienia.
JESTEM CAŁOŚCIĄ I CZĘŚCIĄ CAŁOŚCI W MIŁOŚCI I ZROZUMIENIU, ŻE WSZYSTKO MIŁOŚCIĄ I KAŻDY MIŁOŚCIĄ.
Jestem dobrem. Taka piękna jestem.
*Eckhart Tolle „Potęga teraźniejszosci”
