Powiedzieć, że czuję się źle to mało ☹ od kilku dni czuję się okropnie!
Byłam ostatnio na radosnym, wyjazdowym spotkaniu typu Zlot Radości i jakoś tak wyszło, że albo tam było dużo tzw. tigerów, albo Cóś ☹W efekcie walec po mnie jeździ wte i nazad.
Zaczęłam zarabiać inaczej. Podjęłam się towarzyszenia starszej pani. To tak zgodnie z zarysem przesłania zawartego w statucie moje fundacji. I cała atmosfera wokół zmiany (nowego zajęcia), miejsca pracy, najbliższych Podopiecznej obudziła niepokój we mnie. Moje staranie, wysiłek emocjonalny…a nawet stres nabrzmiewały. Niby nic złego się nie działo, a jednak. Większe zmęczenie, rozedrganie. Nagłe rozbicie szklanej misy. Błędy w reakcjach na wskazania nawigacji i coraz mocniej „dręcząca” mnie Safona. Budzenie się o 5 – chociaż jeszcze nie trzeba wstawać. Dobijające było dojeżdżanie do pracy 30 minut przed czasem i kręcenie się wokół w zimnie, deszczu. I to ciche, dręczące przeświadczenie, że coś tu nie jest tak. I napięcie. Rosnące napięcie. Brrr! Okropieństwo!
Teraz, kiedy to piszę czuję bolące nabrzmienie w środku. Ponadto sztywną, tępą, deskę i wiercącą się, wredną, małą nitkę z główką (jak plemnik). Nieprzyjemne mroczne czucie się, poirytowanie. I jeszcze owalne brunatno-szare coś. Duże w porowatej teksturze pumeksu ale jak się okazało łatwe do rozkruszenia.
I jakoś teraz udało mi się t o w s z y s t k o nieco uspokoić, patrząc świadomością na każdy z tych przedmiotów i stanów we mnie. Już mi lepiej 😊
A wcześniej? Tryb: na wstecznym. Niechęć do działania, do komunikowania się z kimkolwiek i olbrzymie poczucie głodu i nienasycenia. Zmęczenie. Zawroty głowy. W pewnym momencie wiedziałam już, że muszę opuścić towarzystwo Zlotu i być sama.
Od razu pojawiły się trudności z wyjechaniem. Ostatecznie wyruszyłam bez torebki, bez dokumentów, kart, kluczy do domu podopiecznej. Piątkowy, czepliwy SMS od córki Podopiecznej. Pretensje… – wkurzona była i znalazła sobie ujście. Kiedy nie zareagowałam na wiadomość, zadzwoniła ☹ Absolutnie wiem, że przesadzała. Ale co? Nie chciałam i nie umiałam też jej zatrzymać, ani się bez szkody dla mnie postawić. „Szefowa”. Buuu. Znowu ☹
I już włączona narracja: a ja przecież tak bardzo się staram. Przejmuję się i wysilam. I znowu ktoś mną szarpie. I jeszcze do tego nie mam ze sobą kluczy do ‘pracy” kart ani kasy ☹ Oczywiście, że budzę się w okolicach 4 rano! Spięta, napięta, ściśnięty układ pokarmowy – chociaż obserwuję sytuację i próbuję nie dać się wkręcić myślom, emocjom, być w ciele!
T o w s z y s t k o – w praktyce, kiedy jest już akcja – j e s t b a r d z o t r u d n e!!!
A co byłoby gdybym nie wiedziała tego wszystkiego chociaż na głowę?!
UZYSK?! Tak. jest uzysk. Kilka dni wcześniej odkrył się przede mną kolejny schemat: konieczność wysiłku, napięcia, starania się, nacisku, spięcia, presji, muszę, próby kontrolowania sytuacji, żeby się uchronić „przed” – a i tak się nie udaje. Koncentracja na porażce, żeby jej uniknąć. Strach przed kompromitacja, bólem. Bujanie w wyobrażeniach, w tym, kiedy i jak byłoby super.
Nie, ilość wysiłku, intensywność prób, tylko j a k o ś ć m o j e g o s t a n u w e w n ę t r z n e g o, czyli o b e c n o ś ć i b r a k o p o r u są decydujące.
A jak jest według mnie; we mnie?
– Życie jest ciężkie, skomplikowane i wymagające ciągłego wysiłku. Sprzeciw!!! Nie!!! Boję się!!!– taki przekaz.
Mama a potem, za nią reszta ważnych mieli rację! Niech dotyka mnie niesprawiedliwość, przemoc. Niech będę dręczona, lekceważona. Niech mną szarpią. Niech łatwo formułują pretensje do mnie i mnie oskarżają. A moje starania lekceważą. Mam być wykorzystywana. Mam być okradana. Mam być niedoceniana. Niech mnie pomijają, nie zauważają, zdradzają, obmawiają. Przyjmę każdą złośliwość, zły humor. Nie ma mojej cudowności, delikatności. Jestem sława. Wykorzystaj mnie. Z góry załóż, że jestem winna. Możesz mnie obwinić, ocenić, że coś zrobiłam – nie krępuj się – niewiele jestem warta – taki przekaz.
Kolega ostatnio mi powiedział, że odbierał mnie jako słabą. No to mam przekaz jakim emanuję i z którego wybieram, decyduję.
Na to nałożył się wniosek, który zaskoczył mnie podczas Zlotu: tkwienie w stanie źle mi; udręczonej ofiary; dręczenie samej siebie niespaniem, negatywną oceną, „powinno być’”, muszę; niezadowolenie z siebie…itp. – to tkwienie w błocie, smrodzie. I co mi to daje?
– Ulgę!? jestem w „tamtym domu” – jak u mamy. Zatrzymanie. Powrót do niedziałania. Przecież nie umiem, nie potrafię. Strach przed kolejnymi błędami i cierpieniem z tym związanym. Rozpasanie się w dręczeniu siebie – znajome, bo Mama i tata tak robili. Pogłębiające się niezadowolenie z siebie, pogarda, poczucie beznadziei i chęć odczarowania złego – rodzice byliby zadowoleni.
Ale i
podbijanie swojego poczucia poprzez; szukanie winnych; negatywna ocena tych co mi to zrobili. Dalej, bycie okropną w myślach i czynach – planowanie zemsty i usprawiedliwienie dla irytacji, wkurwu.
i
Zwijanie się w sobie i do siebie. Jakby chowanie się przed złym światem, z którym nie mam szans sobie poradzić, wygrać, zabezpieczyć się, ochronić. Najlepiej byłoby zniknąć.
albo
nałogowe myślenie. Rozwijanie wątku w głowie. Czasem kompulsywne oglądanie seriali; kompulsywne naprawianie się; rygor w tym naprawianiu się – chociaż tutaj mogę mieć jakąś kontrolę i widzę progres.
Kolejny wniosek: mama była najbardziej chora, najbardziej skrzywdzona, najbardziej nieszczęśliwa i najniewdzięczniejszą miała córkę i najtrudniejsze życie. Chora kobieta, matka zawiedziona córką i niezadowolona z męża. Zasługiwała na coś lepszego, ale (jak powtarzała):
– Tak wybrałam, to tak mam. Ojej ojej. Ja bidna, nieszczęśliwa. Życie mi się nie udało. Pożalę się przed tobą, bo nie mam przed kim – takie Mamine słowa pamiętam. Aaa i prawie każdy źle ją traktował i miał jakieś ukryte zamiary, złe! Chociaż na początku się nie spodziewała. ale to szuja jest! Albo świnia! Ale popadła, ale popadła. Ojej, ojej.
Moje życie toczyło się wokół jej chorób, stanu nieszczęścia, nastrojów, potrzeb i permanentnego niezadowolenia. Miałam spokój tylko wówczas, gdy Jej nie było w domu oraz gdy była zadowolona albo chociaż wyciszona. I ten wniosek: współuzależniona. Od matki, taty a potem od córki, partnerów, przyjaciół, szefów, bliskich sąsiadów.
***
Żeby wyszło to muszę naciskać na siebie, na życie, na niego, na sytuacje. Bo moje życie jest trudne. Cała jestem w strachu przed tym co może się wypierunić. Opór muszę stawiać złemu, temu co boli, nieszczęściu. Martwię się, żeby wyszło. Cała spięta, w stres, w napięciu. W napięciu, gotowości, podejrzliwości, bo pewnie coś tam kombinuje przeciwko mnie! Strach! Boję się! Dręczyć mnie – takim przekazem emanuję.
***
Powielanie wobec siebie schematu zachowań/ocen mamy (i taty): słaba nieudacznica; niewiele potrafi, kłopot z nią, wstyd za nią, winna, leniwa, nie stara się, brzydka, problematyczna. Traktuję siebie jak kogoś gorszego, słabego, niezasługującego na uwielbienie, miłość, niezasługującego na szacunek. Mój nastrój, stan w życiu, poczucie spełnienia są zależne od innych – sama niewiele mogę. Mój stan będzie dobry, kiedy ona będzie zadowlona/y – takim przekazem, wizerunkiem siebie emanuję.
***
Mój nastrój, stan w życiu, poczucie spełnienia, realizacje są zależne od innych. Po pierwsze – sama niewiele mogę. Po drugie – on/a jest mi w stanie zburzyć spokój i wszystko się zawali. Nie wygram z jej/jego złym humorem, fazą, przeświadczeniem, agresją. Najpierw muszę zrobić tak, jak ona chce a potem (jak już wszystko się uspokoi) wówczas wrócę do siebie. Mój stan będzie dobry, kiedy ona/on będzie zadowolona/y. Mama, córka, szef, ważny klient, przyjaciel/ciółka, mąż, partner. Zawsze były to osoby najczęściej bardzo trudne lub wręcz o k r u t n e n e w zrachowaniach wobec mnie! Wniosek: współuzależniona! Ambiwalentny styl przywiązania! Emanuję przekazem, że szukam tylko takich ważnych, którzy mi zagwarantują ciągłość takiego układu. Taki tylko znam.
– Tak po prawdzie, to nic się wielkiego nie stało. Wyolbrzymiam sprawę. Miała zły dzień. Była zdenerwowana. Generalnie jest dobra. I jest chora.
albo
– Mogłam inaczej zareagować…
albo
– O, ma inne zajęcie; kto inny ją/jego wkurzył, to ja mam spokój…
albo
– Aaa, zgubiłeś portfel – to trzeba było mówić. Teraz rozumiem twój wybuch.
albo
– Nie przeprosiła/ił mnie. Czyli, że co ja mm teraz robić? Odejść!!!? Wytłumaczę na spokojnie, dlaczego uważam, że jej/jego zachowanie mnie dotknęło…
albo
Będę wspaniałomyślna, mądrzejsza – doceni to we mnie i urosnę jako szlachetna taka…
I tak krok po kroku wszystko sobie wytłumaczę.
albo?
…zaraz mu tyłek obrobię negatywną oceną i tym siebie wzmocnię, bo to zero prawie jest, z problemami, a ja przecież….
Z poważaniem,
Ego Beaty
Mój stan będzie dobry, kiedy ona/on będzie zadowolona/y, kiedy znów będzie pięknie, słodko, gładko, cieplutko – takim przekazem, wizerunkiem siebie emanuję.
Bardzo trudne, ale i odkrywcze doznania. Czułam, że dzieje się ważna sprawa. Uaktywniły się pierwotne schematy i uwolnił się ogrom emocji i energii zblokowanej, skumulowanej tam. Cale pokłady. Mam nadzieję, że tym tekstem pomogłam jej się wydostać z uwięzienia.
