Radykalna szczerość

9 wrz 2025

Mam taką szczerą nadzieję, że to coś nowego, ta szczerość mnie wobec mnie i innych. Czytałam, że  rozbije kokon ego, w którym mieszkałam przez większość swojego życia.

Potężny, przepotężny potwór co mnie ściskał za gardło. Strażnik, co mnie śledził, obserwował, pilnował i donosił na mnie oraz przeinaczając fakty – obwiniał o rzeczy, które nawet do d… by mi nie przyszły, a co dopiero do głowy.

Paluchem i miną pełną obrzydzenia, poniżaniem i traktowaniem jak gówno wskazywał, gdzie moje miejsce. Biedna, głupia, brzydka, nieudacznik, nie zasługuje i nie należy jej się.  

– Wstyd do ludzi puścić! Mirowskie nasienie! Wstyd mi przed ludźmi za ciebie!  – to słyszałam najczęściej.

– Ooo ja biedna? Ooo., ja nieszczęśliwa! – to jęk skrzywdzonej przeze mnie mamy. (chociaż nigdy nic jej nie zrobiłam).   

– Ktoś ciebie źle potraktował? Ooo, a coś ty takiego nawywijała? Znów wstyd przed ludźmi. Jakbyś nie zasłużyła, to nie potraktowałby ciebie źle – taka narracja.

Nigdy żadnego dobrego słowa, utulenia, przytulania.

– Cierpisz?  Samaś jest sobie winna. Trzeba było nie… Jaki wstyd! Taki wstyd! Aleś wyrobiła!

I chlust nienawiścią. Winna! Zła! I chlust pogardą. I obrzydzeniem.

I dalej, od nowa – brzydka, gruba. Nie umiesz! Nie potrafisz!!

– Ooo, ale mnie los pokarał! O ja nieszczęśliwa! Bóg mnie pokarał taką córką!

– No i z czego się tak cieszysz? Już zapomniałaś coś narobiła? Jaka ocena z dyktanda jest? No jaka?

-Tylko się nie weź do nauki, to już pas będzie w ruchu! U mnie nie kupić! Ty sobie myślisz, że ty się bawić będziesz a ja będę zapierdalać na ciebie! Nie będzie tak! Jak ci się uczyć nie chce, to do roboty spierdalaj.  Nie wykorzystywać ojca, matkę. Ciągnąć kasę! – i kontynuowałam tę narrację wobec siebie.

I teraz, mając 58 lat ja się pytam: 1) jak ja to wszystko przeżyłam? 2) czy ktoś kiedyś przytulił mnie i ucałował i otoczył  największą na świecie miłością? 3) czy ja sama sobie poświęciłam troskliwą uwagę i miłość? Czy wystarczająco siebie utuliłam i przeprosiłam za mamę, tatę, ciotki, Jacka, Janusza, Adę, Jerzego, Arka, Krystynę, Basię, Kamila… i za siebie!?

Nie umiałam siebie obronić. Próbowałam natomiast siebie naprawić. A ten kat we mnie kazał mi siebie nawet tresować, trzymać za gardło, nie moc odpocząć tylko zmieniać, bać się i  siebie nie doceniać i poniżać oraz karać.  Nie pozwalać sobie na żadną przyjemność, miłość urzekającą, oddanie, uwielbienie. Dawałam sobie tylko to, czego się nauczyłam: kara, wina, obelga, bicie, oskarżanie, naciskanie, prześladowanie, wymagania i brak.

– Bój się! Nie zadzieraj ze mną! Tylko spróbuj! Powąchaj, jak to pachnie! Spróbuj, to dostaniesz! – to od ostatniego „ukochanego”.

I ciągłe katowanie się sytuacjami gwarantującymi ból, obelgi, brak szacunku i niekochanie.  Oto mój osobisty potwór. Obelżywa świnia. Bezwzględny kat. On przepotężny w swoim okrucieństwie. I ja bojąca się.  Na pewno wymyśli coś okropnego i znów będę cierpieć. Sama dla siebie stworzyłam piekło życia i doświadczania. Miałam (mam nadzieję, że już nie mam) w swoim środku oprawcę, którego byłam zakładnikiem. Robił mi co chciał i jeszcze karał za próby uwolnienia się od niego! A ja cieszyłam się chwilami spokoju. A jak trwały dłużej to budziły nadzieję na zmianę w oprawcy, na pojawienie się uznania za moje starania i branie  winy na siebie i przepraszania, i obiecywania poprawy i tą ciągłą i jawną pracę nad zmianą siebie, naprawą siebie.  Eh.

Tak oto stworzyła się moja tożsamość. Ukryłam swoją niewinność w kokonie ego.

Byłam najgorsza w rodzinie. Moi bliscy i ważni – wykonawcy woli potwora, który działał ze mnie za ich pośrednictwem – na mnie.

To potworne jest, że cywilizacja była na takim etapie ewolucji, że bólem i cierpieniem i tak podłymi działaniami motywowała istotę do zmiany.

Wierzę, że to koniec, że ten kokon się rozpada. Nie wybieram już tak doświadczać. Jestem elementem ewolucji cywilizacji, ale chcę rosnąć miłością, zachwytem, dobrem, czyli tym, co mnie wznosi a nie doprowadza do łez.

Wierzę, że potwór odszedł. A wszystko co się wywlekło na wierzch teraz, pokazało się po to, żebym to puściła wolno, pożegnała się. I tak zrobiłam. Zgmatwań, z których nie wiem, jak wyjść nie rozwikłam głową. Oddaję je z miłością i poddaniem Źródłu co we mnie.  

Potwor wraz z mechanizmem pastwienia się, mszczenia i wszelkiej opresji poszedł do nieba, do Wszechświata.

Z radykalną szczerością i uwagą spojrzałam na to, co mnie bolało najbardziej. Stanęłam w prawdzie i ufam, że zobaczyłam prawdę. Całościowy, generalny fałsz, z którym żyłam i którym czyniłam.

I to koniec.

Usiadłam do pisania, bo pod wpływem pewnego obrazu z filmu, zdecydowałam (podobnie jak postać), że napiszę list do małej Beatki. Tak, jakby była zwyczajnie dzieckiem, tylko nie moim. Dziecko w świecie. Wybrałam ze zdjęć, kilka takich z zamierzchłej przeszłości, na...

czytaj dalej

„Mimozami jesień się zaczyna…

…Złotawa krucha i miła.”Siedząc i patrząc na zbliżającą się jesień czuła, że to jej czas.  Nos chłonął zapach jabłek, śliwek oraz zielonych winogron. Stare odmiany, jak wspomnienie starych nadziei. Wielobarwne bukiety barw, smaków i zapachów. Koralowa jarzębina....

czytaj dalej

„pozostaję jako to, co JEST”

*** "Nie muszę nic osiągać! Nie muszę się starać! Pozwalam, by wszystko było dokładnie takie jakie jest 🙂 Zwracam uwagę do wnętrza. Oddech. Jestem świadkiem jego ruchu (…) Zadaję teraz, w ciszy pytanie: - Czy jest coś, co muszę zrobić aby odkryć obecność? To co...

czytaj dalej